Autor:

Data publikacji:

25.01.2008

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Głos z wnętrza

Toczy się, przetacza dyskusja o in vitro. Katolicy kontra Kościół. Sumienie kontra prawo. Głodni kontra pewni, że z głodem można żyć. Stoję w środku. Nie z własnej woli. Tak mnie tu postawiono. Ze środka źle widać. Ale tutaj wiele czuć. Czuję napięcie obu stron, czuję silną wolę walki o to, co najważniejsze.
Dla jednych najważniejsze jest Prawo, które – jak wierzą – Bóg dał ludziom dla ich szczęścia. Dla drugich najważniejsze jest pragnienie potomstwa, które – jak wierzą – Bóg wpisał w ich serca dla ich szczęścia. Dobrze widać z daleka. Ale wtedy nic się nie czuje. Kto i czym wali...
Najpierw walnęli księża biskupi. Listownie. W obronie, oczywiście. W obronie prawa. Prawa do życia poczętych a nienarodzonych. W odpowiedzi, z żelazną logiką wszystkich bitew, walić zaczęli atakowani. Rodzice dzieci poczętych in vitro przywieźli do episkopatu zdjęcia swoich pociech. Jak wytłumaczyć fakt, że ich poczęcie było wyrafinowaną aborcją? Jak zgodzić się na przekaz, że narodziły się kosztem śmierci braci i sióstr poczętych a nienarodzonych? Jak to możliwe, że ze zła rodzi się dobro? Dobro wielkie, niezaprzeczalne, niepodważalne – nowy człowiek, dziecko!
Jak przyjąć, dopuścić choćby do siebie myśl, że to, co zrobiliśmy, by mieć dziecko, było złem? Skoro dzięki temu doświadczyliśmy łaski, łaski właśnie – rodzicielstwa. To jest przekaz i trudność rodziców, którym się udało. Mogą z dumą prezentować światu swoje cudne dzieci. Ale są też inne historie. Nikt ich nie upubliczni, bo ciężar jest zbyt wielki – jak doświadczenie śmierci poddać publicznej dyskusji? Na przykład mama siedmiorga dzieci. Ani razu nie była w ciąży. Raz jeden podeszła do stymulacji hormonalnej poprzedzającej zapłodnienie in vitro. Z wyhodowanych przez jej organizm komórek jajowych uzyskano sześć zarodków. Dwa podano, resztę zamrożono. Ciąży nie uzyskano. Podano kolejne dwa. Ciąży nie uzyskano. Podano ostatnie dwa. Ciąży nie uzyskano. Czuje się matką wszystkich sześciorga dzieci. Widziała je pod mikroskopem w stadium zarodka. Walczyła o ich życie z determinacją matki lwicy. Przeżyła ich stratę tak, jak się przeżywa śmierć najbliższych. Dziś tuli dziecko, które urodziła inna kobieta.

Niepłodność jest chorobą. Jest cierpieniem. Z chorobą i cierpieniem się walczy. To jest ludzkie. To jest jedno z zadań człowieka na ziemi. Niepłodność jest stratą. Tracisz siebie. Umierasz jakoś. Nie ma dzieci. Nie ma przyszłości. Twoje życie zamyka się na Tobie. Przemijasz. Odchodzisz. Nieodwracalnie. Bez złudzeń, bez znieczulenia. Jak zgodzić się na takie przemijanie, bezdzietne umieranie, gdy w zasięgu ręki i możliwości finansowych są metody, które dają nadzieję na rodzicielstwo, na statystyczną normalność, na wypełnienie roli, do której od dzieciństwa nas przygotowywano? W imię czego rezygnować z dostępnych możliwości zaradzenia cierpieniu niepłodności? W imię czego rezygnować ze starań o dziecko? Żeby pójść dalej, żeby zobaczyć inną drogę, trzeba odprawić żałobę po utraconej płodności. Przeżyć żałobę po dzieciach, które mogły się z nas urodzić. Przeżyć żałobę po kobiecości, której pełni nigdy nie doświadczysz. Żałobę po wspólnocie matek i babć, do której nigdy nie będziesz dopuszczona.





Nie ma ratunku w Biblii. Choć wiele w niej niepłodnych małżeństw, to z nich wszystkich w końcu Bóg zdjął hańbę, ulitował się nad nimi i dał im potomka. Biblijna niepłodność jest znakiem, że Bóg patrzy w inną stronę. Nie ma ratunku w tradycji. Tradycja jest prosta: kobieta = żona = matka. Kto temu nie sprosta z winy swojej lub cudzej, traci tożsamość. Bo tradycja nie przewiduje dla kobiety innej tożsamości.
To co zostaje?
Na szczęście jest Ktoś, kto wszystko oddał i wszystko przegrał. Jego życie to zaprzeczenie starotestamentowych błogosławieństw. Jego śmierć to zgorszenie dla wierzących i głupstwo dla mędrców. On żyje i trzymając Go za skraj sukni jestem w stanie stawać i wstawać, uśmiechać się i wierzyć, że życie ma sens. Każde życie. Trzymając Go za skraj sukni mogę ryzykować wszystkim – niespełnieniem, przegraną, życiem nawet. Bo w Nim jest ratunek dla wszystkich.