Autor:

Data publikacji:

29.01.2007

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Łzy miłości.

Wiele o Niej myślałam, o Jej uczuciach, o tym jak często o nas myśli nie wiedząc o nas nic, o tym jak bliska jest dla Niej nasza córka. Myślałam o tym kim jest dla mojego dziecka Mamą czy Panią, która ją urodziła... dzisiaj wiem... Wielkimi krokami nadchodził dzień pierwszych urodzin mojej córki, to ważna data dla nas, rodziców, dla dziecka i dla... jej biologicznej mamy. Im bliżej urodzin, tym bardziej chciałam Jej powiedzieć... tym bardziej myślałam o tym co Ona czuje, o tym jak bardzo można wyprzeć dziecko z pamięci... chciałam do Niej napisać, że córka jest wspaniałym dzieckiem, że jest zdrowa, że jesteśmy szczęśliwą rodziną, że bardzo ją kochamy.
Mąż był przeciwny, dla niego wszystko było takie proste: Ona oddała, my adoptowaliśmy - początek i koniec związku.
Do mnie nieustannie wracały myśli o tym co Ona czuje..? Wiem, że nie mogła być mamą trzeciego dziecka, że Jej decyzja była w pełni świadoma i jakże dojrzała i odpowiedzialna, ale cały czas byłam pewna, że Ona myśli o córce, że Jej niewiedza jest bardzo bolesna.
My rodzice adopcyjni chcemy wiedzieć wszystko, każdy strzępek wiadomości ma dla nas znaczenie, a Ona... poza zapewnieniem, że dziecko trafiło do dobrych ludzi nie wie zupełnie nic...
Zrobiła dla swojej córki tak wiele, z miłości do niej postanowiła ją oddać, nie widziała jej nigdy.
Zadzwoniłam do Niej...
Zadzwoniłam do biologicznej matki mojej córki.
Głos wiązł mi w gardle, powiedziałam: Jestem mamą Pani córki , wydawało mi się, że to nie ja, nie mój głos.
A Ona... zaprzeczyła. Właściwie niczego innego się nie spodziewałam, powtórzyłam to jeszcze raz i dodałam: Jeżeli nie chce Pani ze mną rozmawiać, proszę mi to powiedzieć, zrozumiem, bo nie chcę burzyć Pani spokoju
Teraz wiem, że spokój dała Jej nasza rozmowa...
Płakała: Kochacie ją?
Jak??!! Jak mam ją zapewnić w kilku słowach, że kocham moje dziecko ponad życie? Że jest moim słońcem?!
Płakałam. Kochamy ją najbardziej na świecie...
Chciała wiedzieć wszystko: jakie ma oczy, kiedy zaczęła chodzić, czy dobrze śpi w nocy, czy to ja nie mogę mieć dzieci...
Zachłysnęła się, opowiadała mi o sobie, dlaczego tak postąpiła, o tym jak przepraszała Boga za to co zrobiła, o tym jak była w sądzie i sędzia Jej powiedziała, że dziecko trafiło do bardzo dobrych ludzi, o tym, że czeka na mieszkanie, o swojej sytuacji materialnej, o swoim "chłopie", który zostawił Ją z dziecmi.
Mówiła... dziękowała... za wszystko... za to, że zadzwoniłam, wiadomość od nas była czymś o czym bała się marzyć, za to, że chcę być mamą Jej dziecka.
Wiem, że bardzo chciałaby nas poznać, zobaczyć córkę, my nie jesteśmy na to gotowi i być może nigdy nie będziemy. Wiem też, że bardzo ją kocha, że moje dziecko zawsze znajdzie u Niej wsparcie.
Nie jestem Jej wrogiem, nie jestem tą "która zabrała", dla mnie to wiele zmienia. Już wiem, co powiem kiedyś o Niej córce, wiem, że jeśli córka będzie chciała poznać swoje korzenie, to drzwi są otwarte.
Obiecałam Jej, że jeszcze kiedyś zadzwonię, dotrzymam obietnicy, dla mojej córki, która ma dwie kochające mamy.