Grudzień 2001 - Luty 2002
Era Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
Wracamy do Polski 14 grudnia. Oboje szczęśliwi i zakochani, a jednocześnie z wielkim bólem i poczuciem straty jaką ponieśliśmy. Oboje mamy poczucie winy za poronienie, do tego ja czuję sie fatalnie, cały czas mam słabsze lub silniejsze krwawienia i bardzo silny ból w dole brzucha. Zgłaszamy się do mojego lekarza prowadzacego. Ogląda dokumentację z zabiegów w Australii. Na temat USG sprzed zabiegów, gdzie stwierdzono, ze płód się nie rozwijał, nie wypowiada się. Siedzimy u niego w gabinecie ponad godzinę, głównie pociesza nas ze nic takiego się nie stało a bóle i krwawienia które mam na pewno są skutkiem długiej podrózy i same ustąpią za kilka dni. Radzi nie usuwać mięsniaka i za dwa trzy miesiące znow próbować zajść w ciążę. Nadmienię tylko, ze nie zlecił zadnych badań, nawet USG. Wracam do domu załamana, nadal z silnymi bólami. Rodzice Tomka, u których zatrzymujemy się na kilka dni, widząc jak cierpię, zaniepokojeni tym ze cały czas silnie krwawię propnują pomoc. Polecaja mi bardzo dobrego ginekologa, który po obejrzeniu mnie decyduje, ze tylko w szszpitalu mozna ustalić co mi dokładnie jest. Załatwia, ze natychmiast zostanę przyjęta do CZMP. Naturalnie zgadzam się i następnego dnia rano zgłaszam się do szpitala. Trafiam na odział ciązy powikłanej gdzie jestem jedyną pacjentką, która nie jest w ciązy!!! W sali ze mną lezą dwie dziewczyny z zagrozonymi ciązami i na pewno nie chca teraz widzieć nikogo komu się nie udalo. Ja natomiast ostatnie co chce widzieć to kobiety w ciązy. Do tego na odziale mierzy się ciągle bicie serduszek maleństw, ten dźwięk jest dla mnie nie do zniesienia. Lekarz, który mnie tu skierował chyba przez chwilę nawet nie zastanowił się co robi. Jak się następnie okazało on wogóle tu nie pracował. Lekarz który miał mnie prowadzić nie bardzo wiedział co ze mną zrobić, bo jakby nie pasowałam do tego oddziału. Po badaniu stwierdził zapalenie przydatków, uznał ze to powoduje krwawienia i zlecił silne dawki antybiotyków. Obiecał ze to tylko kilka dni, na pewno sytuacja się wyjaśni i zaraz wyjdę. Zacisnęłam zęby i postanowiłam wytrzymać. Tomek codziennie wieczorem przyjeżdzał do mnie po pracy (z Warszawy) dzięki czemu jakoś było mi łatwiej. No i mama Tomka okazała sie nieoceniona, starała się być ze mną większość czasu.
Po tygodniu leżenia - tuz przed wigilją lekarz stwierdził, ze leczenie nie przyniosło efektu. Zapalenia przydatków moze juz nie ma, ale nadal cały czas krwawię, ze szpitala więc nie wychodzę. Następuje zmiana antybiotyku (cały czas kroplówki ). USG nic nie wykazuje poza tym że jest mięśniak- taki jak przed ciązą. Rano w Wigilię dowiaduję się ze święta spędzę w szpitalu, nie dostanę przepustki nawet na Wigilię - ponieważ muszę brać kroplówki. Przy mojej próbie dyskusji z lekarzem usłyszałam, ze grozi mi bezpłodność i oni tu wszyscy walczą o to zeby mnie z tego jakoś wyciągnąć a ja się przejmują jakąś wigilją. Jak na święta to piękne wiadomości. Tomek spędza ze mną całe święta w szpitalu - dzięki czemu jest to do zniesienia. Po swiętach mimo przyjętych kroplówek z antybiotykami sytuacja się nie zmienia. Krwawię cały czas. Lekarz prowadzący uznaje jednak, ze teraz mozna mnie juz wypisać bo oni nie są w stanie nic zdiagnozować. Przy wyjściu zaleca cykloprogenove na wyrównanie cyklu. Wychodzą na wolność. Wreszcie nie muszą widzieć dziewczyn w ciązy, nie słyszę rytmu serduszek, nie słucham tych wszystkich strasznych historii o nieudanych ciążach. Krwawienie samo ustaje po kilku dniach - oczywiście biorę leki, które mi zlecono w szpitalu. W styczniu wracam do pracy i mam nadzieję że świat wreszczie znormalnieje. Ale nie - po kilku dniach zaczyna się miesiączka, bardzo silne bóle i o zgrozo - krwawienia i krwotoki trwają kilkanaście dni - w takim stanie trafiam ponownie na ten sam odział. Lekarze nie mają pomysłu co zrobić, twierdzą ze mięśniak jest tak umiejscowiony, ze lepiej go nie usuwać bo jest duze ryzyko ze stracę macicę - a w ciąze jest szansa, że zajde z mięśniakiem. Połowę stycznia i kawałek lutego znów oglądam sobie ciąze powikłane, biorę kroplówki które nie pomagają i wychodzą ustawiona na tabletkach antykoncepcyjnych ( nikt nie zrobił nawet badań hormonalnych) które moze pomogą - niestety nie - przy 6 tabletce zaczynam krwawić i to bardzo silnie - mimo to lekarze radza zeby nie odstawiać - pani spróbuje wytrzymać!!! Ale niestety az tak wytrzymała się nie okazałam i podziękowałam CZMP za dalszą pomoc.
marzec - pażdziernik 2002 roku.
Era konsultacji u róznych ginekologów.
Pozostawiona sama sobie z bólami, przewlekłymi krwotokami, ustawiona na raczej szkodzących, niż pomagających mi tabletkach antykoncepcyjnych trafiam do ginekologa mojej siostry (szczęściara ma córeczkę). Ów pan doktor po obejrzeniu dokumentacji i mnie złapał się za głowę, skrytykował dotychczasowe leczenie, nie potrafił zrozumieć po co podawano mi antybiotyki itd. Uznał ze całe dotychczasowe leczenie było raczej błędne. Leczenie zaczął od morfologii i badań ogólnych. Kazał zbadać poziom żelaza (oczywiście nikt wcześniej na to nie wpadł). Chyba nie jesteście zaskoczeni, ze okazało się, ze mam głęboką anemię - ze wskazaniem do przetoczenia krwi. Ja jednak juz bardziej ostrożna nie zgodziłam się na kolejny szpital, zaczęłam przyjmować preparaty żelaza, za zgodą pana doktora odstawiłam natychmiast tabletki antykoncepcyjne. Krwawienia lekarz wytłumaczył mi umiejscowieniem mięśniaka, który jak się okazało jednak trochę urósł i dotyka bezpośrednio endometrium. Co do jego usuniecia to powiedział ze mozna rozwazać histeroskopię, ale jest ryzyko ze trzeba będzie usunąć macicę. No a z mięśniakiem moze mi się uda zajść w ciązę. W efekcie kolejne pół roku wyglądało tak :
1. Krwawienia ( krwotoki) przez średnio 14 dni w miesiącu, z tego kilka dni w łózku z powodu bardzo silnych bólów - leki przeciwbólowe typu Tramal Ketonal nie zawsze łagodziły dolegliwości - mój mąz patrzył na to z przerażeniem nie mogąc mi pomóc.
2. Anemia się utrzymuje mimo ze stale przyjmuję zelazo.
3. W drugiej połowie cyklu liczę na to ze moze jednak zaszłam w ciążę ( czego bardzo z mążem pragniemy) więc się oszczędzm a testy ciązowe opłakuę w łazience co miesiąc
4. Konsultuję sie u kilkunastu doktorów - od profesorów zaczynając, a na zwykłych ginekologach kończąc. Z tych wizyt płyną następujące wnioski
- kazdy lekarz krytykuje swoich poprzedników po fachu i trzeba tego wysłuchać ( wychodzi ze człowiek jest idiotą, ze był wcześniej u takiego a nie innego doktora)
- mięśniak jest podśluzówkowy a moze śródścienny tego nie można tak łatwo ocenić.
-jest szansa, ze z mięśniakiem zajdę w ciążę i urodzę zdrowe dziecko - ale nikt nie mówi jak realna - zawsze słyszę "prosze próbować" ( raczej nikt nie ostrzega, ze to jest niebezpieczne)
- można zrobić histeroskopię, operację brzuszną lub embolizację - to w zalezności od poglądów danego specjalisty - ale wszystkie opcje wiązą sie z dużym ryzykiem utraty macicy. Jeszcze jest propozycja przyjmowania przeróżnych lekarstw. - ale zaden z lekarzy nie zleca zadnych badań - nawet hormonalnych.
- Co do poprzedniej ciąży, nikt nie powie co było przyczyną, ale wiadomo ze płód się nie rozwijał prawidłowo - być moze juz jak wyjezdzałam do Australii było coś nie tak.
Wybór jaką decyzję podjąć lekarze pozostawiają w naszych rękach. Co do moich dolegliwości rozkładają ręce - trzeba wytrzymać.
W efekcie postanawiamy, ze może nadchodzące wakacje przyniosą nam trochę szczęścia, może na urlopie zajdą w upragnioną ciązę. Niestety nic takiego nie następuje, a dwa tygodnie z naszego miesięcznego urlopu upływają pod hasłem "krwotoki i bóle nie do opanowania." Mamy dosyć. Od lekarza prowadzącego słyszymy, ze zeby mieć dzieci to trzeba się wyluzować a nie tak cały czas o tym myśleć. No i do tego proponuje w ciemno tabletki antykoncepcyjne na kilka miesięcy, bo po odstawieniu łatwiej zajść w ciązę. Takiej opcji nie potrafimy z mężem zaakceptować. Postanawiamy że moze jednak z tym mięśniakiem coś trzeba zrobić, żebym mogła normalnie zyć. Najbardziej atrakcyjna wydaje nam się embolizacja -nowoczesna metoda "umartwiania" mięśniaka przy pomocy alkoholu - zabieg wykonuje radiolog - stąd żaden ginekolog tego nie poleca i nie chce o tym mówić (co bardziej nerwowi potrafią za pytanie o embolizację wyrzucić z gabinetu). Zabieg wykonuje sie na razie tylko w jednym ośrodku w Polsce - Lublinie i jak się okazuje w praktyce robi to tylko jeden człowiek w Polsce. Docieramy do niego. Konsultuje mój przypadek, od ręki robi mi rezonans magnetyczny!!! ( za darmo!) gdzie obraz jest o wiele lepszy niż na USG - wiadomo juz ze mięśniak jest śródścienny co wyklucza histeroskopię - a 90% ginekologów ten zabieg mi proponowało ( tylko 2 lekarzy wspomniało o operacji brzusznej). Mówi, że jeśli się zdecyduję, to on podejmie się zrobić zabieg. Uczciwie uprzedza że bardzo rzadko robi się na świecie takie zabiegi u kobiet które chcą mięć dzieci. Uprzedza o ryzyku związanym z póżniejszym ukrwieniem macicy. Mówi o tym, ze w Polsce dopiero było kilkaset takich zabiegów, ze jest kilka kobiet które potem urodziły, ale ze w większości robi się takie zabiegi u kobiet po 40 roku zycia. Z tym lekarzem rozmawiamy bardzo otwarcie, zaden ginekolog jeszcze tak ze mną nie rozmawiało swoich wątpliwościach. (szkoda ze nie rodzi się dzieci u radiologów). Ten doktor daje nam też kontakt do pewnego ginekologa w Warszawie, zeby jeszcze się z nim skonsultować przed podjęciem decyzji. Wracamy do domu z pełnymi głowami, z nadzieją ze może wreszcie coś się zmieni.
Listopad 2002 - czerwiec 2003
Era doktora K -
Po wizycie w Lublinie umawiamy się z Tomkiem u poleconego dr.K. Wizyta prywatna bardzo droga - ale cóż. Godziana 19 mamy umówiony termin - do gabinetu wchodzimy dobrze po 22-jej. Zaczynamy moją historię - ale lekarz nie jest w stanie tego ogarnąć. Prosi zebym całe dotychczasowe leczenie mu szczegółowo opopisała. Jednocześnie zleca badanie hormonów i robi USG. O embolizacji nawet nie zdązyliśmy wspomnieć. Wychodzimy zupełnie skołowani i z bardzo cienkim portfelem. Ja spisuję wszystko dokładnie. Kolejna wizyta to znowu kilka godzin czekania tak duzo jest pacjentek. No cóż dobry lekarz. Widać że moją historię leczenia przeczytał, rozmawia z nami, daje nadzieję że u niego zajdę w ciązę w ciągu kilku miesięcy. Znowu bada hormony i robi USG - Dowiaduję się ze mam kilkukrotnie za wysoki poziom prolaktyny i z takimi wynikami nie ma szans na zajście w ciązę. Być może to nie mięśniak jest problemem. Dostaję Parlodel aby zmniejszyć poziam prolaktyny i Luteinę na drugą fazę cyklu. Jest nadzieja. Konsultacje z dr średnio raz w tygodniu, zawsze hormony i USG - (a kiedy na to zarobić?). No i czas spędzony przed gabinetem zawsze kilka godzin opóźnienia. Ale są "efekty". Co prawda miesiaczki nadal mam bardzo bolesne i krwawienia przez około 14 dni, ale w grudniu na kolejnej wizycie lekarz oznajmia ze chyba będzie z tego ciąza. Zwiększa dawki progesteronu (zastrzyki), proponuje leżeć i czekać, niestety miesiączka pojawiła się o czasie. Styczen, luty kolejne próby - bez skutku. W marcu badamy mojego męza- okazuje się, że to tu tkwi problem bo nasienie bardzo marniutkie. Doktor K mówi zeby się nie martwić i proponuje inseminację. Zabieg odbył się w niedzielę (1500 zł). kolejne wizyty zwiastują ciązą ale niestety coś się nie powiodło i miesiączka przyszła o czasie. Kolejna inseminacja w maju, ale tez bez skutku. Doktor K zaczyna podejrzewać, ze to jednak mięśniak i wracamy do punktu wyjścia - operacja brzuszna czy embolizacja. Podczas leczenia u dr. K mięśnniak znowu urósł i bóle podczas miesiączek stały się jeszcze bardziej dokuczliwe, a krwawienia jeszcze silniejsze. Mimo to cały czas ufamy doktorowi K, choć coraz częściej mamy wrazenie z mężem, ze płacimy mu słono za nadzieję, a nie efekty. Idziemy na kilka kolejnych konsultacji. Wszyscy ostro krytykują dr. K - okazuje się ze moja prolaktyna cały czas była w normie - moze minimalnie powyzej!! Większość badań hormonalnych zbędna. Kolejny ginekolog ( z dużą trzeźwością umysłu) uświadamia nam że jeśli kobieta ma mięśniaka, anemię i jej organizm jest wyczerpany to nigdy nie zajdzie w ciążę. Kieruje nas do kolejnego ginekologa na konsultację ze wskazaniem do operacji. Jedziemy jeszcze raz do dr. K aby skonsultować się w kwesti embolizacji. Ten słysząc, ze jednak chcę coś zrobić z mięśniakiem bardzo się denerwuje, straszy nas konsekwencjami takiego zabiegu - wie już że stracił pacjentkę.
Lipiec - grudzień 2003
Era dr S - wreszcie normalnie.
Jeszcze raz jedziemy do Lublina. rozwazamy za i przeciw embolizację. Jednocześnie konsultujemy się w Warszawie w kwestii operacji brzusznej (Szpital Bródnowski). Bardziej bezpieczna, choć i bardziej obciążająca dla mnie jest operacja brzuszna. Na tą opcję ostatecznie się decyduję. Lekarz, który będzie wykonywał zabieg uświadamia mnie, ze zajście w ciążę z mięśniakiem tak umiejscowianym jest wielkim ryzykiem nie tylko dla ciązy ale i dla mnie. Widząc jak pracuje moja macica podczas miesięczki ocenia, ze bóle, które odczuwałam są podobne w nasileniu do porodowych!, podziwia, ze tyle byłam w stanie wytrzymać. Jako jeden z nielicznych doktórów nie krytykuje swoich poprzedników, tylko skupia się na tym jak mi pomóc. Przed operacją doradza, zebym przyjmowała Dekapeptyl, zeby zmniejszyć ukrwienie macicy - tłumaczy ze to zmniejszy ryzyko podczas zabiegu - uprzedza że lek spowoduje u mnie na kilka miesięcy menopauzę. Uprzedza, ze jęśli operacja przebiegnie pomyślnie - to znaczy usunie tylko mięśniaka - to za kilka miesięcy czeka mnie histeroskopia, zeby upewnić się, ze nie powstały zrosty. Następnie można próbować zajść w ciązę.
Operacja odbyła się 12 sierpnia. Wszystko poszło pomyślnie. Tydzień po byłam juz w domu, a po miesiącu wróciłam do pracy. Przez trzy miesiące miałam menopauzę - uderzenia gorąca były dość uciązliwe ale za to żadnych krwawień!!! Anemia naturalnie jest już wyleczona. 30 stycznia czeka mnie histeroskopia.
Mam nadzieję ze ten rok przyniesie wreszcie upragnionego dzidziusia, czego i wam drodzy czytelnicy bociana gorąco zyczę.
P.S. W tym czasie mój mąż zaczął się leczyć u dr. Wolskiego w Novum. Ale moze znacie jekiegoś innego, godnego polecenia, androloga w Warszawie ?
Era Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
Wracamy do Polski 14 grudnia. Oboje szczęśliwi i zakochani, a jednocześnie z wielkim bólem i poczuciem straty jaką ponieśliśmy. Oboje mamy poczucie winy za poronienie, do tego ja czuję sie fatalnie, cały czas mam słabsze lub silniejsze krwawienia i bardzo silny ból w dole brzucha. Zgłaszamy się do mojego lekarza prowadzacego. Ogląda dokumentację z zabiegów w Australii. Na temat USG sprzed zabiegów, gdzie stwierdzono, ze płód się nie rozwijał, nie wypowiada się. Siedzimy u niego w gabinecie ponad godzinę, głównie pociesza nas ze nic takiego się nie stało a bóle i krwawienia które mam na pewno są skutkiem długiej podrózy i same ustąpią za kilka dni. Radzi nie usuwać mięsniaka i za dwa trzy miesiące znow próbować zajść w ciążę. Nadmienię tylko, ze nie zlecił zadnych badań, nawet USG. Wracam do domu załamana, nadal z silnymi bólami. Rodzice Tomka, u których zatrzymujemy się na kilka dni, widząc jak cierpię, zaniepokojeni tym ze cały czas silnie krwawię propnują pomoc. Polecaja mi bardzo dobrego ginekologa, który po obejrzeniu mnie decyduje, ze tylko w szszpitalu mozna ustalić co mi dokładnie jest. Załatwia, ze natychmiast zostanę przyjęta do CZMP. Naturalnie zgadzam się i następnego dnia rano zgłaszam się do szpitala. Trafiam na odział ciązy powikłanej gdzie jestem jedyną pacjentką, która nie jest w ciązy!!! W sali ze mną lezą dwie dziewczyny z zagrozonymi ciązami i na pewno nie chca teraz widzieć nikogo komu się nie udalo. Ja natomiast ostatnie co chce widzieć to kobiety w ciązy. Do tego na odziale mierzy się ciągle bicie serduszek maleństw, ten dźwięk jest dla mnie nie do zniesienia. Lekarz, który mnie tu skierował chyba przez chwilę nawet nie zastanowił się co robi. Jak się następnie okazało on wogóle tu nie pracował. Lekarz który miał mnie prowadzić nie bardzo wiedział co ze mną zrobić, bo jakby nie pasowałam do tego oddziału. Po badaniu stwierdził zapalenie przydatków, uznał ze to powoduje krwawienia i zlecił silne dawki antybiotyków. Obiecał ze to tylko kilka dni, na pewno sytuacja się wyjaśni i zaraz wyjdę. Zacisnęłam zęby i postanowiłam wytrzymać. Tomek codziennie wieczorem przyjeżdzał do mnie po pracy (z Warszawy) dzięki czemu jakoś było mi łatwiej. No i mama Tomka okazała sie nieoceniona, starała się być ze mną większość czasu.
Po tygodniu leżenia - tuz przed wigilją lekarz stwierdził, ze leczenie nie przyniosło efektu. Zapalenia przydatków moze juz nie ma, ale nadal cały czas krwawię, ze szpitala więc nie wychodzę. Następuje zmiana antybiotyku (cały czas kroplówki ). USG nic nie wykazuje poza tym że jest mięśniak- taki jak przed ciązą. Rano w Wigilię dowiaduję się ze święta spędzę w szpitalu, nie dostanę przepustki nawet na Wigilię - ponieważ muszę brać kroplówki. Przy mojej próbie dyskusji z lekarzem usłyszałam, ze grozi mi bezpłodność i oni tu wszyscy walczą o to zeby mnie z tego jakoś wyciągnąć a ja się przejmują jakąś wigilją. Jak na święta to piękne wiadomości. Tomek spędza ze mną całe święta w szpitalu - dzięki czemu jest to do zniesienia. Po swiętach mimo przyjętych kroplówek z antybiotykami sytuacja się nie zmienia. Krwawię cały czas. Lekarz prowadzący uznaje jednak, ze teraz mozna mnie juz wypisać bo oni nie są w stanie nic zdiagnozować. Przy wyjściu zaleca cykloprogenove na wyrównanie cyklu. Wychodzą na wolność. Wreszcie nie muszą widzieć dziewczyn w ciązy, nie słyszę rytmu serduszek, nie słucham tych wszystkich strasznych historii o nieudanych ciążach. Krwawienie samo ustaje po kilku dniach - oczywiście biorę leki, które mi zlecono w szpitalu. W styczniu wracam do pracy i mam nadzieję że świat wreszczie znormalnieje. Ale nie - po kilku dniach zaczyna się miesiączka, bardzo silne bóle i o zgrozo - krwawienia i krwotoki trwają kilkanaście dni - w takim stanie trafiam ponownie na ten sam odział. Lekarze nie mają pomysłu co zrobić, twierdzą ze mięśniak jest tak umiejscowiony, ze lepiej go nie usuwać bo jest duze ryzyko ze stracę macicę - a w ciąze jest szansa, że zajde z mięśniakiem. Połowę stycznia i kawałek lutego znów oglądam sobie ciąze powikłane, biorę kroplówki które nie pomagają i wychodzą ustawiona na tabletkach antykoncepcyjnych ( nikt nie zrobił nawet badań hormonalnych) które moze pomogą - niestety nie - przy 6 tabletce zaczynam krwawić i to bardzo silnie - mimo to lekarze radza zeby nie odstawiać - pani spróbuje wytrzymać!!! Ale niestety az tak wytrzymała się nie okazałam i podziękowałam CZMP za dalszą pomoc.
marzec - pażdziernik 2002 roku.
Era konsultacji u róznych ginekologów.
Pozostawiona sama sobie z bólami, przewlekłymi krwotokami, ustawiona na raczej szkodzących, niż pomagających mi tabletkach antykoncepcyjnych trafiam do ginekologa mojej siostry (szczęściara ma córeczkę). Ów pan doktor po obejrzeniu dokumentacji i mnie złapał się za głowę, skrytykował dotychczasowe leczenie, nie potrafił zrozumieć po co podawano mi antybiotyki itd. Uznał ze całe dotychczasowe leczenie było raczej błędne. Leczenie zaczął od morfologii i badań ogólnych. Kazał zbadać poziom żelaza (oczywiście nikt wcześniej na to nie wpadł). Chyba nie jesteście zaskoczeni, ze okazało się, ze mam głęboką anemię - ze wskazaniem do przetoczenia krwi. Ja jednak juz bardziej ostrożna nie zgodziłam się na kolejny szpital, zaczęłam przyjmować preparaty żelaza, za zgodą pana doktora odstawiłam natychmiast tabletki antykoncepcyjne. Krwawienia lekarz wytłumaczył mi umiejscowieniem mięśniaka, który jak się okazało jednak trochę urósł i dotyka bezpośrednio endometrium. Co do jego usuniecia to powiedział ze mozna rozwazać histeroskopię, ale jest ryzyko ze trzeba będzie usunąć macicę. No a z mięśniakiem moze mi się uda zajść w ciązę. W efekcie kolejne pół roku wyglądało tak :
1. Krwawienia ( krwotoki) przez średnio 14 dni w miesiącu, z tego kilka dni w łózku z powodu bardzo silnych bólów - leki przeciwbólowe typu Tramal Ketonal nie zawsze łagodziły dolegliwości - mój mąz patrzył na to z przerażeniem nie mogąc mi pomóc.
2. Anemia się utrzymuje mimo ze stale przyjmuję zelazo.
3. W drugiej połowie cyklu liczę na to ze moze jednak zaszłam w ciążę ( czego bardzo z mążem pragniemy) więc się oszczędzm a testy ciązowe opłakuę w łazience co miesiąc
4. Konsultuję sie u kilkunastu doktorów - od profesorów zaczynając, a na zwykłych ginekologach kończąc. Z tych wizyt płyną następujące wnioski
- kazdy lekarz krytykuje swoich poprzedników po fachu i trzeba tego wysłuchać ( wychodzi ze człowiek jest idiotą, ze był wcześniej u takiego a nie innego doktora)
- mięśniak jest podśluzówkowy a moze śródścienny tego nie można tak łatwo ocenić.
-jest szansa, ze z mięśniakiem zajdę w ciążę i urodzę zdrowe dziecko - ale nikt nie mówi jak realna - zawsze słyszę "prosze próbować" ( raczej nikt nie ostrzega, ze to jest niebezpieczne)
- można zrobić histeroskopię, operację brzuszną lub embolizację - to w zalezności od poglądów danego specjalisty - ale wszystkie opcje wiązą sie z dużym ryzykiem utraty macicy. Jeszcze jest propozycja przyjmowania przeróżnych lekarstw. - ale zaden z lekarzy nie zleca zadnych badań - nawet hormonalnych.
- Co do poprzedniej ciąży, nikt nie powie co było przyczyną, ale wiadomo ze płód się nie rozwijał prawidłowo - być moze juz jak wyjezdzałam do Australii było coś nie tak.
Wybór jaką decyzję podjąć lekarze pozostawiają w naszych rękach. Co do moich dolegliwości rozkładają ręce - trzeba wytrzymać.
W efekcie postanawiamy, ze może nadchodzące wakacje przyniosą nam trochę szczęścia, może na urlopie zajdą w upragnioną ciązę. Niestety nic takiego nie następuje, a dwa tygodnie z naszego miesięcznego urlopu upływają pod hasłem "krwotoki i bóle nie do opanowania." Mamy dosyć. Od lekarza prowadzącego słyszymy, ze zeby mieć dzieci to trzeba się wyluzować a nie tak cały czas o tym myśleć. No i do tego proponuje w ciemno tabletki antykoncepcyjne na kilka miesięcy, bo po odstawieniu łatwiej zajść w ciązę. Takiej opcji nie potrafimy z mężem zaakceptować. Postanawiamy że moze jednak z tym mięśniakiem coś trzeba zrobić, żebym mogła normalnie zyć. Najbardziej atrakcyjna wydaje nam się embolizacja -nowoczesna metoda "umartwiania" mięśniaka przy pomocy alkoholu - zabieg wykonuje radiolog - stąd żaden ginekolog tego nie poleca i nie chce o tym mówić (co bardziej nerwowi potrafią za pytanie o embolizację wyrzucić z gabinetu). Zabieg wykonuje sie na razie tylko w jednym ośrodku w Polsce - Lublinie i jak się okazuje w praktyce robi to tylko jeden człowiek w Polsce. Docieramy do niego. Konsultuje mój przypadek, od ręki robi mi rezonans magnetyczny!!! ( za darmo!) gdzie obraz jest o wiele lepszy niż na USG - wiadomo juz ze mięśniak jest śródścienny co wyklucza histeroskopię - a 90% ginekologów ten zabieg mi proponowało ( tylko 2 lekarzy wspomniało o operacji brzusznej). Mówi, że jeśli się zdecyduję, to on podejmie się zrobić zabieg. Uczciwie uprzedza że bardzo rzadko robi się na świecie takie zabiegi u kobiet które chcą mięć dzieci. Uprzedza o ryzyku związanym z póżniejszym ukrwieniem macicy. Mówi o tym, ze w Polsce dopiero było kilkaset takich zabiegów, ze jest kilka kobiet które potem urodziły, ale ze w większości robi się takie zabiegi u kobiet po 40 roku zycia. Z tym lekarzem rozmawiamy bardzo otwarcie, zaden ginekolog jeszcze tak ze mną nie rozmawiało swoich wątpliwościach. (szkoda ze nie rodzi się dzieci u radiologów). Ten doktor daje nam też kontakt do pewnego ginekologa w Warszawie, zeby jeszcze się z nim skonsultować przed podjęciem decyzji. Wracamy do domu z pełnymi głowami, z nadzieją ze może wreszcie coś się zmieni.
Listopad 2002 - czerwiec 2003
Era doktora K -
Po wizycie w Lublinie umawiamy się z Tomkiem u poleconego dr.K. Wizyta prywatna bardzo droga - ale cóż. Godziana 19 mamy umówiony termin - do gabinetu wchodzimy dobrze po 22-jej. Zaczynamy moją historię - ale lekarz nie jest w stanie tego ogarnąć. Prosi zebym całe dotychczasowe leczenie mu szczegółowo opopisała. Jednocześnie zleca badanie hormonów i robi USG. O embolizacji nawet nie zdązyliśmy wspomnieć. Wychodzimy zupełnie skołowani i z bardzo cienkim portfelem. Ja spisuję wszystko dokładnie. Kolejna wizyta to znowu kilka godzin czekania tak duzo jest pacjentek. No cóż dobry lekarz. Widać że moją historię leczenia przeczytał, rozmawia z nami, daje nadzieję że u niego zajdę w ciązę w ciągu kilku miesięcy. Znowu bada hormony i robi USG - Dowiaduję się ze mam kilkukrotnie za wysoki poziom prolaktyny i z takimi wynikami nie ma szans na zajście w ciązę. Być może to nie mięśniak jest problemem. Dostaję Parlodel aby zmniejszyć poziam prolaktyny i Luteinę na drugą fazę cyklu. Jest nadzieja. Konsultacje z dr średnio raz w tygodniu, zawsze hormony i USG - (a kiedy na to zarobić?). No i czas spędzony przed gabinetem zawsze kilka godzin opóźnienia. Ale są "efekty". Co prawda miesiaczki nadal mam bardzo bolesne i krwawienia przez około 14 dni, ale w grudniu na kolejnej wizycie lekarz oznajmia ze chyba będzie z tego ciąza. Zwiększa dawki progesteronu (zastrzyki), proponuje leżeć i czekać, niestety miesiączka pojawiła się o czasie. Styczen, luty kolejne próby - bez skutku. W marcu badamy mojego męza- okazuje się, że to tu tkwi problem bo nasienie bardzo marniutkie. Doktor K mówi zeby się nie martwić i proponuje inseminację. Zabieg odbył się w niedzielę (1500 zł). kolejne wizyty zwiastują ciązą ale niestety coś się nie powiodło i miesiączka przyszła o czasie. Kolejna inseminacja w maju, ale tez bez skutku. Doktor K zaczyna podejrzewać, ze to jednak mięśniak i wracamy do punktu wyjścia - operacja brzuszna czy embolizacja. Podczas leczenia u dr. K mięśnniak znowu urósł i bóle podczas miesiączek stały się jeszcze bardziej dokuczliwe, a krwawienia jeszcze silniejsze. Mimo to cały czas ufamy doktorowi K, choć coraz częściej mamy wrazenie z mężem, ze płacimy mu słono za nadzieję, a nie efekty. Idziemy na kilka kolejnych konsultacji. Wszyscy ostro krytykują dr. K - okazuje się ze moja prolaktyna cały czas była w normie - moze minimalnie powyzej!! Większość badań hormonalnych zbędna. Kolejny ginekolog ( z dużą trzeźwością umysłu) uświadamia nam że jeśli kobieta ma mięśniaka, anemię i jej organizm jest wyczerpany to nigdy nie zajdzie w ciążę. Kieruje nas do kolejnego ginekologa na konsultację ze wskazaniem do operacji. Jedziemy jeszcze raz do dr. K aby skonsultować się w kwesti embolizacji. Ten słysząc, ze jednak chcę coś zrobić z mięśniakiem bardzo się denerwuje, straszy nas konsekwencjami takiego zabiegu - wie już że stracił pacjentkę.
Lipiec - grudzień 2003
Era dr S - wreszcie normalnie.
Jeszcze raz jedziemy do Lublina. rozwazamy za i przeciw embolizację. Jednocześnie konsultujemy się w Warszawie w kwestii operacji brzusznej (Szpital Bródnowski). Bardziej bezpieczna, choć i bardziej obciążająca dla mnie jest operacja brzuszna. Na tą opcję ostatecznie się decyduję. Lekarz, który będzie wykonywał zabieg uświadamia mnie, ze zajście w ciążę z mięśniakiem tak umiejscowianym jest wielkim ryzykiem nie tylko dla ciązy ale i dla mnie. Widząc jak pracuje moja macica podczas miesięczki ocenia, ze bóle, które odczuwałam są podobne w nasileniu do porodowych!, podziwia, ze tyle byłam w stanie wytrzymać. Jako jeden z nielicznych doktórów nie krytykuje swoich poprzedników, tylko skupia się na tym jak mi pomóc. Przed operacją doradza, zebym przyjmowała Dekapeptyl, zeby zmniejszyć ukrwienie macicy - tłumaczy ze to zmniejszy ryzyko podczas zabiegu - uprzedza że lek spowoduje u mnie na kilka miesięcy menopauzę. Uprzedza, ze jęśli operacja przebiegnie pomyślnie - to znaczy usunie tylko mięśniaka - to za kilka miesięcy czeka mnie histeroskopia, zeby upewnić się, ze nie powstały zrosty. Następnie można próbować zajść w ciązę.
Operacja odbyła się 12 sierpnia. Wszystko poszło pomyślnie. Tydzień po byłam juz w domu, a po miesiącu wróciłam do pracy. Przez trzy miesiące miałam menopauzę - uderzenia gorąca były dość uciązliwe ale za to żadnych krwawień!!! Anemia naturalnie jest już wyleczona. 30 stycznia czeka mnie histeroskopia.
Mam nadzieję ze ten rok przyniesie wreszcie upragnionego dzidziusia, czego i wam drodzy czytelnicy bociana gorąco zyczę.
P.S. W tym czasie mój mąż zaczął się leczyć u dr. Wolskiego w Novum. Ale moze znacie jekiegoś innego, godnego polecenia, androloga w Warszawie ?