Autor:

Data publikacji:

06.10.2005

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Moja malutka córeczka - to było niemożliwe, a jednak Ona jest.

Witajcie. Obiecałem przed kilkoma miesiącami, że napiszę do Was. To był czas, gdy okazało się, że Pan Bóg nas wysłuchał i moja Żona zaszła w ciążę przez inseminację. To było nasze trzecie podejście. Powiedziałem lekarzowi, że na razie ostatnie. Lekarz stwierdził, że plemniki są jakieś dziwnie - bardziej żywotne. To był okres Bożego Narodzenia. Żona była przekonana, że to będą najgorsze święta, a ja czułem, że właśnie w tym okresie zdarzy się Cud.

Zaraz po świętach żona miała mieć okres. Bałem się ją nawet zapytać czy już dostała. Czekałem. Nic nie mówiła przez kilka dni, aż w końcu kazała mi kupić test ciążowy. Kupiłem. Gdy spojrzała na test, początkowo nie widziała drugiej kreski. Ale ja wiedziałem, że trzeba chwilę odczekać. W końcu zobaczyłem coś ledwo ledwo. Nie chciałem sugerować, bo bałem się że mam jakieś urojenia i dałem jej test spowrotem. Ona powiedziała, że coś widzi. Wtedy nastąpił czas oczekiwania na wizytę u lekarza. Baliśmy się zrobić drugi test. Nie chcieliśmy iść za wcześnie do lekarza, ale z drugiej strony się niecierpliwiliśmy. Żona weszła do gabinetu. Nie mogłem się doczekać końca wizyty. W końcu wyszła i zaczęła zakładać kurtkę. Lekarz mi tylko pokazał kciuk do góry, dając do zrozumienia, że się udało. Ale byliśmy szczęśliwi! Nareszcie. To były piękne chwile.

Jeśli chodzi o ciążę, to żona wyjątkowo dobrze ją przechodziła. Nie miała mdłości. Czas nam zleciał nawet szybko. Badania wypadały dobrze. Poszliśmy też do szkoły rodzenia. Termin mieliśmy na 8 września. Poszedłem jeszcze na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy od 7 do 11 sierpnia.

Piętnastego poszliśmy na wizytę do lekarza. Wszedłem do gabinetu z żoną, żeby być podczas USG. Lekarz stwierdził, że dzidziuś jest za mały, przestał rosnąć i że żona ma jechać do szpitala. To był szok, nawet dziś aż mnie ciarki przechodzą jak o tym piszę. Jak to do szpitala?

Na drugi dzień żona była w szpitalu w Mikołowie. Jeździłem do Niej dwa razy dziennie. Do Mikołowa jest 43 km. 18 sierpnia żona przez cały dzień miała wysokie ciśnienie. Dopiero dzień później trochę jej spadło. Dwudziestego zadzwoniła do mnie i powiedziała, że będzie miała cesarskie cięcie i żebym przyjechał o 11.00. Operacja odbyła się o 12.00. Czekałem na korytarzu piętro wyżej. Zobaczyłem na schodach położną, która niosła małe dziecko. Gdy weszła do korytarza, powiedziała że mam córeczkę. Nie wiedziałem co powiedzieć. Płaczę nawet teraz. Byłem taki szczęśliwy. Za położną przyszła pani pediatra, która powiedziała, żebym założył fartuch i udał się z nią. Mogłem obserwować jak badają córeczkę. Córka ważyła zaledwie 1950 g. Była malutka. Jak ja Ją kocham. Trzy doby musiała spędzić w inkubatorze. Po tygodniu wróciliśmy wszyscy do domu.

Teraz już jesteśmy po pierwszej wizycie u pediatry. Wszystko jest w porządku. Córka przybiera na wadze. Radzimy sobie sami. Żona karmi piersią, a ja dokarmiam małą z butelki. Kąpiemy ją razem, ale raz żona pojechała do lekarza a ja sam wykąpałem córkę. Żona była ze mnie dumna. Zawsze lubiłem dzieci. Dla mnie przebieranie, mycie, wstawanie w nocy z żoną do dziecka (mimo że pracuję) to nie problem. 18 sierpnia były chrzciny. Chciałem pokazać Moją Córunię całemu Kościołowi. Jestem bardzo dumny. Pierwszego dnia, gdy szedłem do pracy i żegnałem się z Monisią, to się rozpłakałem.

Życzę każdemu dużo szczęścia. Chętnie przeczytam opinie na temat mojego artykułu. W miarę możliwości odpowiem na pytania.