„Nasze starania się o dziecko”
„Nasze starania się o dziecko”
Mam 22 lata, ale bardzo pragnę mieć dziecko. Mam wspaniałego męża, który oddałby za mnie życie pomaga mi we wszystkim jest przy mnie zawsze, gdy tego potrzebuję.
Nasze starania się o dziecko wraz z moim mężem wcześniej narzeczonym trwają bardzo długo. Sama przeszłam 4 poronienia i wiem, co to znaczy stracić swoje upragnione długo oczekiwane maleństwo.
Na dzień dzisiejszy nie poddajemy się staramy się po dzień dzisiejszy.
W swoim życiu przeszłam wszelkie opinie lekarzy, ale to na nic. Przeczytałam dużo książek i pomału dochodzę do tego, że wraz z mężem wiemy więcej niż nam mówią lekarze. Prawie 3 lata temu wylądowałam w szpitalu z powodu bólu brzucha na oddziale ginekologicznym, okazało się, że jajnik prawy z mikropęcherzykami 3,1cm jajnik lewy pęcherzykowatej budowie 3,7cm test ciążowy ujemny. W stanie dobrym zostałam wypisana do domu z zaleceniem: w razie rzadkich miesiączek konieczne leczenie, ale że dobrze się czułam nie zdawałam sobie sprawy z nie bezpieczeństwa, (o którym nie zostałam poinformowana).
Minęły 4 tygodnie zaczęłam źle się czuć, bardzo bolał mnie brzuch, miałam wysokie temperatury, nie umiałam chodzić. Mój mąż zabrał mnie na pogotowie.Na pogotowiu lekarz stwierdził, że to są bóle przed miesiączkowe dostałam wtedy zastrzyk Pyralgina + Papaweryna lekarz kazał mi posiedzieć 20 minut i pojechać do domu, ale ból był nie do wytrzymania wtedy mój mąż poprosił innego lekarza żeby mi pomógł, bo ten lek nie działa wtedy lekarz od niechcenia wypisał mi skierowanie na USG tam okazało się, że muszę zostać w szpitalu najpóźniej rano czeka mnie operacja.
Na badaniu wyszło mi: cysta w wielkości grejpfruta, torbiel, byłam załamana. Operację miałam tego samego dnia 3godziny od przyjęcia na oddział.Ból był nie do wytrzymania, żegnając się z moim mężem zemdlałam mu na rękach z bólu i od razu brali mnie pod noże.
Operacja trwała 3godziny a, co naprawdę mi usunęli okazało się przez moją wścibską ciekawość wszyscy lekarze mówili mi coś o jajniku+ jajowodach nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, ale przycisnęłam lekarza do muru i dowiedziałam się prawdy usunęli mi cały prawy jajnik + jajowody wpadłam w płacz łzy leciały mi bez opanowania byłam załamana po wypisaniu mnie do domu po 3 dniach trafiłam na ten sam oddział, źle zostałam wyczyszczona i musieli mnie czyścić ponownie.
Po wyjściu do domu po tygodniu znowu trafiłam do Szpitala p. doktor. Źle mnie pozszywała, bo zostawiła mi za duże odległości pomiędzy szwami gaza, którą miałam robić opatrunki weszła do środka rany.
Próbowałam sama sobie tą gazę wyciągnąć, ale przez to popękały mi wszystkie szwy. Po zagojeniu się rany ok.6 miesięcy znów staraliśmy się o dziecko. Niektórzy lekarze mówili mi, że nie mogę już mieć dzieci, dlatego, że straciłam cały jajnik. Po tych słowach chciałam zrobić coś niemądrego gdyby nie wsparcie mojego męża nie było by mnie tu. W zeszłym roku na początku października źle się czułam czekałam na miesiączkę nie dostałam jej na czwarty dzień zrobiłam test ciążowy wyszedł pozytywnie bardzo się ucieszyłam - popołudniu pojechałam sama do lekarza, bo mój mąż był w pracy.
Po długim oczekiwaniu przyszła moja kolejka lekarz zrobił mi badanie potwierdzające ciążę, ale po badaniu USG nie odezwał się pytałam czy wszystko w porządku po czasie odpowiedział, że natychmiast muszę jechać do szpitala, bo jest podejrzenie o ciążę poza maciczną - wpadłam w rozpacz nie pojechałam prosto do szpitala tylko do domu spakować się.
Od razu pojechaliśmy do szpitala na oddział tam ponowne badania padło podejrzenie, że pęcherzyk, który powinien znajdować się w macicy znajduje się w kanalikach jajowodu i aby to usunąć potrzebna jest do tego operacja całego jajnika odechciało mi się żyć.
Przygotowywali mnie do zabiegu kazali tylko wypisać ankietę czy zgadzam się na zabieg nie zgodziłam się nie podpisałam papierków poprosiłam żeby poczekali z tym, ale musiałam zostać w szpitalu pod kontrolą na patologii ciąży. Na drugi dzień z samego rana robili mi badania wynik BHCG wzrósł. Pęcherzyk ma 4mm i jest na miejscu. Pomyślałam gdybym się zgodziła mogłabym stracić moje maleństwo.
Nie minęło parę dni zaczęłam plamić znowu nerwy, ale pomyślałam, że niektóre kobiety tak mają i nic z tym nie robiłam. Powiedziałam o tym mojej koleżance okrzyczała mnie i wygoniła do lekarza. Pojechałam do lekarza, a stamtąd do szpitala na obserwację podawali mi leki (Amoxiclav, Duphaston) po jakimś czasie plamienia brązowo-brunatne ustąpiły. Byłam w drugim miesiącu widziałam jak pracuje serce mojego dziecka byłam taka szczęśliwa, że z dzieckiem wszystko w porządku.
Dopiero teraz zadaję sobie pytanie, dlaczego lekarze, którzy przychodzili do mnie na wizytę każdy mówił, że to nie jest 10 tydzień tylko 6,7,8. Wyszłam do domu czułam się jak na kobietę ciężarną w miarę dobrze.
Wieczorem źle się czułam i trafiłam ponownie do szpitala w szpitalu stwierdzili, że dziecko mi zmarło, że serduszko już nie bije okazało się, ze dziecko nie rozwija się prawidłowo to był dla mnie jak i dla mojego męża największy cios. Lekarze kazali mi zostać w szpitalu powiedziałam, że pojadę po moje rzeczy i przyjadę poszłam prywatnie do innego lekarza, aby potwierdził ich podejrzenia okazały się takie same.
Zabieg miałam 24.12.03 Roku. Dzisiaj nasze dzieciątko miałoby zaledwie 3 tygodnie. Moja najbliższa mi koleżanka zaszła w ciążę w tym samym czasie, co ja bardzo się cieszyłyśmy, że wspólnie razem będziemy wozić nasze maleństwa.
Od czasu, gdy je straciłam zaczęłam ją unikać a gdy przypadkowo weszliśmy na siebie wykręcałam się mówiłam, że nie mam czasu i szłam w swoją stronę. Niekiedy słyszałam jak nauczyciele się jej pytają: Jak tam przyszła mamusia? Serce mi się kroiło łzy same się pchały do oczu chciałam umrzeć! Cały czas stawiam sobie Pytanie, dlaczego ja? Jestem zła na wszystko, wszystkich nie wiem, co mam robić? Gdzie szukać pomocy? Razem z mężem straciliśmy zdrowie, pieniądze, nadzieję - jestem kłębkiem nerwów teraz moja siostra będzie miała drugiego dzidziusia a ja!
Od urodzenia kochałam małe dzieci mama mówiła mi zawsze, że będę wspaniałą mamą, ale ja nie wiem czy to możliwe!
Co miesiąc sprawdzam temperaturę ciała myśląc, że to już, ale to na nic mam dosyć tego czekania aż spełnią się nasze marzenia, mam dość przepłakanych nocy, wmawiając sobie, że to moja wina jestem bardzo zagubiona - potrzebuję pomocy chciałabym prosić o pomoc, o poradę, gdzie mogłabym szukać pomocy, nie znam dobrych lekarzy mam dość, co miesiąc mierzenia temperatury, bóli piersi, powiększonego brzucha, mdłości itd. I liczenie na coś, czego niema, bądź nie będzie naszej maleńkiej istotki żyjącej wśród nas? Jak każdy pragnę mieć swoją rodzinę mamy wszystko, co nam potrzeba jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi do tego szczęścia brakuje nam tylko i wyłącznie dzidziusia? Chodzę po domu i myślę, co złego robimy, że nam się kawałek szczęścia nie należy od życia, a przecież jesteśmy takimi samymi ludźmi jak inni, którzy potrzebują zmian, radości patrzenia na coś, co się stworzyło z wielkiej miłości wspólnie razem z mężem. Każdy chce patrzeć na swojego malca jak stawia pierwsze kroki, wymawia pierwsze słowo jest to coś wspaniałego na to w końcu czekam.
Chcę patrzeć wspólnie z mężem jak rośnie nasza pociecha.
Proszę o pomoc!
Estera.
Mam 22 lata, ale bardzo pragnę mieć dziecko. Mam wspaniałego męża, który oddałby za mnie życie pomaga mi we wszystkim jest przy mnie zawsze, gdy tego potrzebuję.
Nasze starania się o dziecko wraz z moim mężem wcześniej narzeczonym trwają bardzo długo. Sama przeszłam 4 poronienia i wiem, co to znaczy stracić swoje upragnione długo oczekiwane maleństwo.
Na dzień dzisiejszy nie poddajemy się staramy się po dzień dzisiejszy.
W swoim życiu przeszłam wszelkie opinie lekarzy, ale to na nic. Przeczytałam dużo książek i pomału dochodzę do tego, że wraz z mężem wiemy więcej niż nam mówią lekarze. Prawie 3 lata temu wylądowałam w szpitalu z powodu bólu brzucha na oddziale ginekologicznym, okazało się, że jajnik prawy z mikropęcherzykami 3,1cm jajnik lewy pęcherzykowatej budowie 3,7cm test ciążowy ujemny. W stanie dobrym zostałam wypisana do domu z zaleceniem: w razie rzadkich miesiączek konieczne leczenie, ale że dobrze się czułam nie zdawałam sobie sprawy z nie bezpieczeństwa, (o którym nie zostałam poinformowana).
Minęły 4 tygodnie zaczęłam źle się czuć, bardzo bolał mnie brzuch, miałam wysokie temperatury, nie umiałam chodzić. Mój mąż zabrał mnie na pogotowie.Na pogotowiu lekarz stwierdził, że to są bóle przed miesiączkowe dostałam wtedy zastrzyk Pyralgina + Papaweryna lekarz kazał mi posiedzieć 20 minut i pojechać do domu, ale ból był nie do wytrzymania wtedy mój mąż poprosił innego lekarza żeby mi pomógł, bo ten lek nie działa wtedy lekarz od niechcenia wypisał mi skierowanie na USG tam okazało się, że muszę zostać w szpitalu najpóźniej rano czeka mnie operacja.
Na badaniu wyszło mi: cysta w wielkości grejpfruta, torbiel, byłam załamana. Operację miałam tego samego dnia 3godziny od przyjęcia na oddział.Ból był nie do wytrzymania, żegnając się z moim mężem zemdlałam mu na rękach z bólu i od razu brali mnie pod noże.
Operacja trwała 3godziny a, co naprawdę mi usunęli okazało się przez moją wścibską ciekawość wszyscy lekarze mówili mi coś o jajniku+ jajowodach nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, ale przycisnęłam lekarza do muru i dowiedziałam się prawdy usunęli mi cały prawy jajnik + jajowody wpadłam w płacz łzy leciały mi bez opanowania byłam załamana po wypisaniu mnie do domu po 3 dniach trafiłam na ten sam oddział, źle zostałam wyczyszczona i musieli mnie czyścić ponownie.
Po wyjściu do domu po tygodniu znowu trafiłam do Szpitala p. doktor. Źle mnie pozszywała, bo zostawiła mi za duże odległości pomiędzy szwami gaza, którą miałam robić opatrunki weszła do środka rany.
Próbowałam sama sobie tą gazę wyciągnąć, ale przez to popękały mi wszystkie szwy. Po zagojeniu się rany ok.6 miesięcy znów staraliśmy się o dziecko. Niektórzy lekarze mówili mi, że nie mogę już mieć dzieci, dlatego, że straciłam cały jajnik. Po tych słowach chciałam zrobić coś niemądrego gdyby nie wsparcie mojego męża nie było by mnie tu. W zeszłym roku na początku października źle się czułam czekałam na miesiączkę nie dostałam jej na czwarty dzień zrobiłam test ciążowy wyszedł pozytywnie bardzo się ucieszyłam - popołudniu pojechałam sama do lekarza, bo mój mąż był w pracy.
Po długim oczekiwaniu przyszła moja kolejka lekarz zrobił mi badanie potwierdzające ciążę, ale po badaniu USG nie odezwał się pytałam czy wszystko w porządku po czasie odpowiedział, że natychmiast muszę jechać do szpitala, bo jest podejrzenie o ciążę poza maciczną - wpadłam w rozpacz nie pojechałam prosto do szpitala tylko do domu spakować się.
Od razu pojechaliśmy do szpitala na oddział tam ponowne badania padło podejrzenie, że pęcherzyk, który powinien znajdować się w macicy znajduje się w kanalikach jajowodu i aby to usunąć potrzebna jest do tego operacja całego jajnika odechciało mi się żyć.
Przygotowywali mnie do zabiegu kazali tylko wypisać ankietę czy zgadzam się na zabieg nie zgodziłam się nie podpisałam papierków poprosiłam żeby poczekali z tym, ale musiałam zostać w szpitalu pod kontrolą na patologii ciąży. Na drugi dzień z samego rana robili mi badania wynik BHCG wzrósł. Pęcherzyk ma 4mm i jest na miejscu. Pomyślałam gdybym się zgodziła mogłabym stracić moje maleństwo.
Nie minęło parę dni zaczęłam plamić znowu nerwy, ale pomyślałam, że niektóre kobiety tak mają i nic z tym nie robiłam. Powiedziałam o tym mojej koleżance okrzyczała mnie i wygoniła do lekarza. Pojechałam do lekarza, a stamtąd do szpitala na obserwację podawali mi leki (Amoxiclav, Duphaston) po jakimś czasie plamienia brązowo-brunatne ustąpiły. Byłam w drugim miesiącu widziałam jak pracuje serce mojego dziecka byłam taka szczęśliwa, że z dzieckiem wszystko w porządku.
Dopiero teraz zadaję sobie pytanie, dlaczego lekarze, którzy przychodzili do mnie na wizytę każdy mówił, że to nie jest 10 tydzień tylko 6,7,8. Wyszłam do domu czułam się jak na kobietę ciężarną w miarę dobrze.
Wieczorem źle się czułam i trafiłam ponownie do szpitala w szpitalu stwierdzili, że dziecko mi zmarło, że serduszko już nie bije okazało się, ze dziecko nie rozwija się prawidłowo to był dla mnie jak i dla mojego męża największy cios. Lekarze kazali mi zostać w szpitalu powiedziałam, że pojadę po moje rzeczy i przyjadę poszłam prywatnie do innego lekarza, aby potwierdził ich podejrzenia okazały się takie same.
Zabieg miałam 24.12.03 Roku. Dzisiaj nasze dzieciątko miałoby zaledwie 3 tygodnie. Moja najbliższa mi koleżanka zaszła w ciążę w tym samym czasie, co ja bardzo się cieszyłyśmy, że wspólnie razem będziemy wozić nasze maleństwa.
Od czasu, gdy je straciłam zaczęłam ją unikać a gdy przypadkowo weszliśmy na siebie wykręcałam się mówiłam, że nie mam czasu i szłam w swoją stronę. Niekiedy słyszałam jak nauczyciele się jej pytają: Jak tam przyszła mamusia? Serce mi się kroiło łzy same się pchały do oczu chciałam umrzeć! Cały czas stawiam sobie Pytanie, dlaczego ja? Jestem zła na wszystko, wszystkich nie wiem, co mam robić? Gdzie szukać pomocy? Razem z mężem straciliśmy zdrowie, pieniądze, nadzieję - jestem kłębkiem nerwów teraz moja siostra będzie miała drugiego dzidziusia a ja!
Od urodzenia kochałam małe dzieci mama mówiła mi zawsze, że będę wspaniałą mamą, ale ja nie wiem czy to możliwe!
Co miesiąc sprawdzam temperaturę ciała myśląc, że to już, ale to na nic mam dosyć tego czekania aż spełnią się nasze marzenia, mam dość przepłakanych nocy, wmawiając sobie, że to moja wina jestem bardzo zagubiona - potrzebuję pomocy chciałabym prosić o pomoc, o poradę, gdzie mogłabym szukać pomocy, nie znam dobrych lekarzy mam dość, co miesiąc mierzenia temperatury, bóli piersi, powiększonego brzucha, mdłości itd. I liczenie na coś, czego niema, bądź nie będzie naszej maleńkiej istotki żyjącej wśród nas? Jak każdy pragnę mieć swoją rodzinę mamy wszystko, co nam potrzeba jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi do tego szczęścia brakuje nam tylko i wyłącznie dzidziusia? Chodzę po domu i myślę, co złego robimy, że nam się kawałek szczęścia nie należy od życia, a przecież jesteśmy takimi samymi ludźmi jak inni, którzy potrzebują zmian, radości patrzenia na coś, co się stworzyło z wielkiej miłości wspólnie razem z mężem. Każdy chce patrzeć na swojego malca jak stawia pierwsze kroki, wymawia pierwsze słowo jest to coś wspaniałego na to w końcu czekam.
Chcę patrzeć wspólnie z mężem jak rośnie nasza pociecha.
Proszę o pomoc!
Estera.