Historia bez happy endu:
Młode małżeństwo zgłasza się do ośrodka adopcyjnego w celu zgłoszenia zainteresowania adoptowaniem dziecka/dzieci. Mąż zdrowy, żona od początku okresu dojrzewania wiedziała, że jej płodność pozostawia wiele do życzenia. Osiągnęli granice do których chcieli się posunąć w leczeniu, więc wybrali inną drogę do zostania rodzicami. Przed wybraniem konkretnego ośrodka zwiedzili kilka, ale w tym były najkrótsze terminy, przyjęto ich z otwartymi ramionami.
Sprawa potoczyła się błyskawicznie, miesiąc po kwalifikacji ten telefon. Po miesiącu od telefonu decyzja sądu o powierzeniu pieczy. Wszyscy się dziwią co tak szybko, ale się cieszą, że rodzina jest cała. W niedługim czasie kolejna radość - ciąża.
Przed ostatnią sprawą pojawiają się wątpliwości (dziecko "dziwnie się zachowuje"), ale ośrodek mówi, że to normalne, nie polecają żadnej fachowej opieki, czy konsultacji psychologicznej. Adopcja się uprawomocniła, życie toczy się dalej. Z dzieckiem coraz gorzej. Pewnego pięknego wieczoru przychodzi dzielnicowy z wezwaniem do prokuratury. Okazuje się, że dziecko jest ofiarą przestępstwa na tle seksualnym - sprawa była wiadoma przed odebraniem matce, wszyscy milczeli dla dobra dziecka. Rodzina zaczyna się załamywać, małżonkowie bezradni, szukają pomocy. Ośrodek milczy. Wreszcie wizyta u psychiatry, dziecko dostaje psychotropy, po analizie akt (których ponoć nie było przed adopcją) okazuje się, że już pediatra wysyłał do psychiatry.
Małżeństwo w kryzysie, obawia się o siebie i otoczenie. Podejmują decyzję - rozwiązanie adopcji.
Zaczyna się - rozprawy w sądzie, oskarżenia o bezduszność, wizyty kuratorów, kilkukrotne badania w RODiK.
Na szczęście znalazła się nowa rodzina gotowa podjąć takie zobowiązanie znając całą historię dziecka.
Małżeństwo odbudowuje swoje relacje i liże rany.