Autor:

Data publikacji:

22.10.2002

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Po warsztatach.

No i już po warsztatach, warto było w nich uczestniczyć. Dla mnie było to już kolejne przeżycie na drodze do adopcji, które przyniosło wyciszenie i uspokojenie szalejących nieraz myśli i emocji. Ale nie znaczy to że było to spotkanie pozbawione emocji, o nie, a wręcz przeciwnie... ale od początku. Formuła warsztatów była pomimo kilku prób wyjaśnienia zagadką aż do rozpoczęcia zajęć, dodatkowo nie byłem pewien czy zjawi się komplet, czyli planowane 20 osób, ale na szczęście wszystko było OK.
Zaczęliśmy z niedużym opóźnieniem, Jola przedstawiła siebie i swoją rodzinę, znanego nam już z forum Jędrka i prawie 15 letniego syna Kazika (190 cm wzrostu z hakiem). Opowiedziała kim jest, jakie ma wykształcenie i doświadczenie jako psycholog i zaproponowała do zaakceptowania przez grupę plan zajęć.
Początek jak to zwykle bywa polegał na wzajemnym poznaniu się uczestników, każdy musiał się przedstawić, powiedzieć coś o sobie, a dodatkowo trzeba było podać 3 czynności które potrafi się dobrze wykonywać, a jednocześnie uważa się że będą przydatne w wychowywaniu dzieci np. dobrze opowiadam bajki czy dobrze się przytulam. Po przedstawieniu się każdy dostał karteczkę na której napisał swoje imię i dumnie przypiął do piersi.
Potem kilka rundek przywitań i powitań, ale nie takich zwykłych, mieliśmy się witać a to ja 90 letni staruszkowie, a to jak eskimosi, a to znowu jak nastoletni uczniowie. Po takich powitaniach lekko rozluźnieni zabraliśmy się do pracy, a Jędrek i Kazik opuścili nas ponieważ ta część zajęć nie była przeznaczona dla nich.

Pierwsze ćwiczenie miało nam uświadomić że dziecko adoptowane może mieć inną fizyczność niż rodzice, najlepszym przykładem jest właśnie Kazik, który przy raczej drobnych Joli i Jędrku ma ponad 190cm wzrostu i stopę 49,5. Rozmawialiśmy w parach, każdy miał wybrać jeden element swojej fizyczności który lubi i trudno by było się pogodzić z faktem że dziecko nie „odziedziczy” tego elementu i o tym opowiedzieć partnerowi. Przykładem może być gęsta kędzierzawa czupryna, czy też gładka cera bez jednego piega albo kształt dłoni. Na koniec na płachcie papieru każdy narysował ten swój element.

Do drugiego ćwiczenia każdy dostał 6 karteczek papieru i miał na nich napisać 6 słów które kojarzą mu się z adopcją. Następnie utworzyliśmy 3-4 osobowe zespoły, których zadaniem było przy użyciu słów zapisanych na karteczkach utworzyć definicje adopcji. Można było odrzucić 3 słowa, czyli definicja powinna zawierać pozostałe 15. Szybko jednak okazało się że wiele słów się powtarza. Wyniki naszej pracy można przeczytać poniżej:
plakat1 plakat2 plakat3 plakat4 plakat5

Potem była przerwa, w czasie której oprócz zajadania się ciastem mogliśmy napisać pytania do Joli i do Kazika. Pytań było naprawdę dużo, Jola zdążyła odpowiedzieć tylko na część. Pytania do Kazika zostały przejrzane i poddane lekkiej moderacji.
Wiele pytań się powtarzało, co zrozumiałe, większość z nas ma podobne obawy i dostrzegamy te same zagrożenia.
Wśród odpowiedzi i rad które dawała Jola, najlepiej zapamiętałem jedną dotycząca jawności adopcji. Owszem adopcja powinna być jawna, ale to nie znaczy że trzeba mówić o niej każdemu. Stereotypy są tak mocno zakorzenione w społeczeństwie, że w przedszkolu czy szkole nasze dziecko może być postrzegane jako mniej grzeczne lub mniej zdolne tylko dlatego że jest adoptowane.

Na ostatnie 30 minut zostaliśmy sami z Kazikiem (żeby mógł szczerze odpowiadać) i zadawaliśmy mu nasze pytania. I to był najciekawszy punkt warsztatów, co myśli nastolatek, jak reagują jego koledzy, kiedy jego zdaniem należy powiedzieć dziecku o adopcji, czy chciałby kiedyś odszukać „kobietę która go urodziła”, czy chciałby mieć rodzeństwo, czy zastanawiał się kiedyś nad tym że może ma rodzeństwo i czy gdyby tak było, chciałby je odszukać? I tu niespodzianka, (chociaż, właściwie nie wiem czy niespodzianka, bo dlaczego mieli byśmy spodziewać się czegoś innego?) normalny, zdrowy nastolatek, nie zastanawia się na co dzień nad takimi problemami, jego życie obraca się wokół rodziny, szkoły, kolegów, pasji (gra w zespole na perkusji) i owszem wie że mógł by próbować odszukać „kobietę która go urodziła”, i rodzice pewnie by mu pomogli, ale po co miał by to robić. A reakcje kolegów...owszem jak miał kilka lat podobno latał po podwórku i wykrzykiwał do kolegów – Jestem adoptowany a ty nie! – ale to było jak miał kilka lat, a teraz gdyby go ktoś zapytał, to na pewno by powiedział, ale jakoś nikt go nigdy o to nie pytał... A co do jawności adopcji, to tu zupełnie poważnie i popierając przykładami radził nam nie ukrywać tego faktu przed dzieckiem. Nie wiem jak inni ale ja odniosłem wrażenie że to my tworzymy sobie problemy, on ich z całą pewnością nie ma, i to wrażenie jest bardzo cenne, bo skoro Kazik nie widzi problemu, a te wszystkie pytania i obawy to jedna wielka „masakracja” to przecież nasze dzieci mogą (jeżeli się postaramy tak jak Jola z Jędrkiem) myśleć i czuć tak samo.

No to by było tyle mojej relacji z warsztatów, mam nadzieję że nie zdradziłem żadnych tajemnic.
Dziękuje Joli, Jędrkowi i Kazikowi za przygotowanie i udział w warsztatach – jesteście naprawdę wielcy.

PS.
Na niebiesko zaznaczyłem w tekście ćwiczenia, które można sobie wykonać w domu z partnerem i mieć swój prywatny materiał do przemyśleń. Osoby które wybierały by się na następne warsztaty powinny koniecznie je wykonać.
Oczywiście nie zawarłem w tekście wszystkich pytań i odpowiedzi, ale pamięć jest ulotna a upłynął już tydzień...ale może ktoś pamięta więcej i coś dopisze.

Michał