Autor:

Data publikacji:

28.11.2007

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Poronienie a reakcje rodziny

Przez osiem lat staraliśmy się z mężem o dziecko. Do tego czasu przeszłam poród przedwczesny w 21 tygodniu a później poronienie w 8 tygodniu. W końcu udało się - mam swoje upragnione dziecko. Niestety los mnie nie oszczędził, bo do dzisiaj mam za sobą kolejne dwa poronienia. Z rodziną był problem od początku. Nie da się im wytłumaczyć, bo nie chcą słuchać. Ważniejsze jest to że ktoś nie ma kasy czy pracy, aniżeli to że kobieta roni dziecko.
Najokrutniejsze jest traktowanie ze strony teściów -kompletny brak zrozumienia. Poronienia to nasza wyłącznie sprawa. Ludzie którzy nie przeżyli takiej tragedii, najczęściej odsuwali się od nas, nie chcieli o tym rozmawiać. Gdy sama próbowałam wyrzucić z siebie to co tak bolało, najczęściej zmieniali temat.
Kiedyś nawet usłyszałam od szwagierki że za bardzo chcę zwrócić na siebie uwagę, skoro o tym tak ciągle mówię.
Pierwsza ciąża zakończyła się przedwczesnym porodem. Ból fizyczny bo przecież trzeba swoimi siłami urodzić dziecko jak i psychiczny - był nie do zniesienia.
Moja kruszynka przeżyła dzień w inkubatorze.Była tak malutka, podpięta do aparatu, z igłą w rączce.
Wieczna huśtawka nastrojów. Gdy ją urodziłam, powiedziano mi że już nie żyje, po czym za kilka godzin poinformowano że jest silna i nadal walczy. Moje uczucia były nie do opisania. Radość, niepewność, nadzieja która słabła z każdą godziną.

Najgorsze jet patrzeć jak twoje dziecko umiera a ty nie możesz nic zrobić.
Już wtedy zamiast zwykłej rozmowy i współczucia usłyszałam tylko zdanie od swoich teściów: "Czy będę mieć jeszcze dzieci". Nic więcej ich nie obchodziło. Teść nie zajrzał nawet do szpitala, bo stwierdził że mu się źle kojarzy takie miejsce. Po powrocie do domu usłyszałam że siostra męża nie będzie z nami rozmawiać bo nie wie jak. Przy każdej okazji próbowaliśmy o tym opowiadać.
Nie chcieli i nie chcą słuchać, a gdy zaczynamy o tym mówić to odpowiadają że zachowujemy sie jak egoiści i nie jesteśmy pępkiem świata. Oni by sobie poradzili z taką sytuacją sami.
O ostatnich poronieniach nie wspominałam. Gdy przypadkiem się dowiedzieli, mieli jakieś pretensje.
Przeleżałam wiele dni w szpitalu. Słuchałam wielu opowieści dziewczyn, które podobnie jak ja musiały walczyć z zimnym, bezdusznym środowiskiem ludzi najbliższych.Czyż rodzina nie jest od tego żeby pomagać? Zawsze będę bronić kobiet, które czekają na dziecko, tracą je, poświęcają się w szczególny sposób aby mieć własną rodzinę.
Czy słusznie należy się większa pomoc i użalanie nad kimś kto urodził dzieci i ma problemy finansowe, a nie dostrzega się ile potrzeba pieniędzy na leczenie osób bezpłodnych? Osoba która ma problemy finansowe ma zawsze jakieś wyjście z sytuacji.
Kobieta która roni dziecko, nie ma żadnego wyjścia.
Małgorzata