9 kwietnia w sejmie odbyło się tzw. pierwsze czytanie czterech projektów dotyczących leczenia niepłodności, w szczególności regulujących (lub próbujących penalizować) stosowanie metody in vitro (link do naszego sprawozdania z czytania projektów ustaw). Do dalszych prac skierowane zostały dwa z nich. Jako że największe szanse na przejście całej ścieżki ustawodawczej i stanie się obowiązującym w Polsce prawem ma projekt rządowy, to właśnie nad jego założeniami chcielibyśmy się teraz pochylić.
Wypadałoby być może zacząć od wyrażenia wdzięczności, iż w końcu prace legislacyjne posunęły się na tyle daleko, że po raz pierwszy od lat mamy realne szanse na uchwalenie prawa, które zagwarantuje pacjentom minimum bezpieczeństwa, a także odpowiedni nadzór nad ośrodkami je stosującymi. Czy jednak rzeczywiście należy chwalić rządzących, czy raczej ganić za nieuzasadnioną opieszałość? Niezależnie od oceny, oto najprawdopodobniej zbliżamy się do momentu, w którym wysiłki zmierzające do uregulowania tych kwestii staną się ciałem.
Projekt ustawy, pomimo pewnych braków i pominięć, jest krokiem we właściwym kierunku. Co prawda może nieco zaskakiwać, że już w pierwszych słowach projektodawca deklaruje, że zajmie się w pierwszej kolejności ochroną zarodków (art.1.1)), a dopiero w dalszej kolejności kwestiami, które mogą potencjalnie doprowadzić do ich powstania, ale cóż, być może właśnie taki jest priorytet i bezpieczeństwo zarodków ma być stawiane nad bezpieczeństwem pacjentów.
Docenić należy, że projekt zawiera definicje szeregu pojęć w nim użytych, chociaż nie do końca jest dla mnie zrozumiałe operowanie niektórymi z nich, np. "biorczyni" w odniesieniu do kobiety korzystającej z in vitro przy zastosowaniu własnych gamet. Wydaje się to nieuzasadnione, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nowa ustawa ma stanowić byt całkowicie odrębny od tzw. ustawy transplantacyjnej.
[size=125]Definicja zarodka, dawstwa gamet i procedury medycznie wspomaganej prokreacji[/size]
Wśród zdefiniowanych pojęć znalazło się również miejsce dla zarodka (art.2.1.28)), który został opisany jako "grupa komórek od momentu zakończenia się procesu zlania jąder komórek rozrodczych". Ważne jest to o tyle, że jakkolwiek projekt przewiduje ochronę prawną zarodków, nie nadaje im jednak statusu dzieci poczętych czy też ludzi nienarodzonych, którzy maja swoich braci i siostry, a których krzyki są w stanie usłyszeć niektórzy.
Kolejnym pojęciem zdefiniowanym przez projekt jest "procedura medycznie wspomaganej prokreacji" (art.2.1.21) jako "czynności prowadzących do uzyskania oraz zastosowania komórek rozrodczych lub zarodków wewnątrz lub pozaustrojowo u biorczyni w celu prokreacji; obejmuje ona bezpośrednie i inne niż bezpośrednie użycie komórek rozrodczych i zarodków". Zwracamy na to określenie uwagę dlatego, że projektodawca w wielu miejscach nowej ustawy uzależnia możliwość wycofania zgody dawców gamet lub zarodków od faktu jej rozpoczęcia. Sama definicja jest jednak na tyle ogólna, że nie wynika z niej jednoznacznie, jaki moment należy uznać za jej początek. Czy w przypadku dawstwa gamet męskich w celu zastosowania pozaustrojowego, będzie to moment rozpoczęcia stymulacji u biorczyni? A może dopiero pobranie od niej komórek jajowych, które definitywnie wykluczy zapłodnienie inne niż pozaustrojowe? Czy w przypadku dawstwa zarodków, których zastosowanie nie będzie wymagało żadnego przygotowania hormonalnego ani innego biorczyni, będzie to dopiero chwila samego transferu?
Precyzyjne określenie tego momentu jest bardzo istotne z punktu widzenia skuteczności wycofania się z dawstwa.
Warto zwrócić również uwagę na terminologię dotyczącą dawstwa: w myśl projektu każda procedura związana że wspomaganiem rozrodu (inseminacja, in vitro) jest formą dawstwa i tak jest nazywana. Fakt korzystania lub nie z własnych gamet, ma swoje odzwierciedlenie jedynie w nazewnictwie samego dawstwa. I tak w ustawie możemy znaleźć dwa określenia:
- dawstwo inne niż partnerskie: para korzysta z gamet lub zarodków innych osób. Z dawstwem innym niż partnerskie, którego definicji wyrażonej expressis verbis projektodawca jednak nie podaje, mamy do czynienia we wszystkich przypadkach dawstwa, które nie jest dawstwem partnerskim. Może ono dotyczyć gamet męskich lub żeńskich, a więc w tym wypadku określenia "dawca" możemy użyć zarówno w odniesieniu do mężczyzny jak i kobiety.
- dawstwo partnerskie: kobieta jest zawsze nazywana „biorczynią”, a jej mąż lub partner jest zawsze „dawcą”. Korzystają wzajemnie ze swoich gamet. Pobranie gamet może nastąpić tylko w sytuacjach mających medyczne uzasadnienie, poprzedzonych wykonaniem niezbędnych badan oraz przy zagwarantowaniu stopnia bezpieczeństwa typowego dla danego rodzaju procedur medycznych. Dawca (przypomnijmy, że opisywane tutaj regulacje maja zastosowanie do dawców płci męskiej, bo w ramach dawstwa partnerskiego dawcą może być jedynie mężczyzna) ma prawo do pełnej informacji zarówno na temat stanu swojego zdrowia, wyników badan oraz specyfiki i przebiegu samej procedury, ewentualnych skutków ubocznych itp., ale również na temat długofalowych konsekwencji pozamedycznych, np. prawnych wynikających z przepisów Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, głownie w odniesieniu do statusu dziecka urodzonego dzięki metodom wspomaganego rozrodu, oraz do zakresu i sposobu przechowywania danych itp. (art.29). Takie kompleksowe ujecie tematu robi wrażenie.
Oto przechodzimy od sytuacji, w której pacjenci niejednokrotnie byli pozbawiani dostępu do rzetelnych i przystępnie podanych podstawowych informacji dotyczących ich sytuacji zdrowotnej, wyników badan, planu leczenia itp., do wersji wykraczającej poza sprawy stricte medyczne. Do tego wszystkiego rozmowę z pacjentem ma przeprowadzić specjalnie przygotowana do tego osoba z personelu ośrodka. Aż się zatem prosi, żeby do tego pakietu dodać konsultacje psychologiczne, które projektodawca niestety zupełnie pomija. Wielka szkoda. Procedury medycznie wspomaganej prokreacji są bardzo wyczerpujące, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Para jest postawiona w niecodziennej, wyjątkowo trudnej sytuacji. Często musi podejmować decyzje, których skutki są długofalowe, a które trudno z dzisiejszej perspektywy dostrzec i w pełni zrozumieć, wreszcie warto byłoby zadbać chociażby o to, aby mieć pewność, że para przepracowała własną niemożność, jaka jest niepłodność i podchodziła do leczenia bez niepotrzebnych obciążeń. Tego wszystko niestety zabrakło w projekcie.
[size=125]Refundacja in vitro[/size]
Projekt nie gwarantuje refundacji leczenia niepłodności, ale zostawia furtkę w postaci delegacji ustawowej dla stworzenia odrębnych przepisów, mających te kwestie uregulować w przyszłości. Jako pacjenci możemy jedynie wyrazić ubolewanie, że rozstrzygnie o tym akt prawny niższego rzędu, którego treść będzie w dużej mierze zależała od osobistych przekonań pracowników administracji państwowej, a nie od realnych potrzeb leczących się ludzi.
[size=125]Deklaracje projektodawcy a rzeczywistość[/size]
Chcielibyśmy też już w tym momencie i z zastrzeżeniem, że będziemy do tego zapisu wracać, zwrócić uwagę na ważną deklarację projektodawcy, zawarta w Art. 4. Mowa w nim o tym, że leczenie niepłodności winno być prowadzone "z poszanowaniem godności człowieka, prawa do życia prywatnego i rodzinnego, że szczególnym uwzględnieniem życia, zdrowia, dobra i praw dziecka". Zapis ten stanowi bezpośrednie nawiązanie do gwarancji zawartych w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Konwencji o Prawach Dziecka.
Europejska Konwencja Praw Człowieka w Art. 12. gwarantuje nam prawo do życia prywatnego i rodzinnego, pełne brzmienie tego artykułu w jego punkcie 1. jest następujące:
"Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego
mieszkania i swojej korespondencji."
W przypadku gwarancji wynikających z Konwencji o Prawach Dziecka, na szczególną uwagę zasługuje Art. 8, w którym mowa, m.in. o prawie do tożsamości. Ten artykuł przytaczamy w całości, jako szczególnie ważny w kontekście dalszych rozważań na temat projektu nowej ustawy:
"Państwa-Strony podejmują działania mające na celu poszanowanie prawa dziecka do
zachowania jego tożsamości, a w tym obywatelstwa, nazwiska, stosunków rodzinnych
zgodnych z prawem, z wyłączeniem bezprawnych ingerencji."
Dla porządku dodajmy, że Polska ratyfikowała obie wspomniane konwencje.
Wróćmy jednak do Art. 4 projektu. Deklaracja w nim zawarta jest ważna i doniosła, ale z jakiegoś powodu nie znajduje odzwierciedlenia w dalszych przepisach projektu. Sygnalizujemy to w tym miejscu i wrócimy do tej kwestii w dalszej części.
[size=125]Czy in vitro jest leczeniem? Onkofertility[/size]
Projekt wymienia, jakie działania składają się na terapie niepłodności. Tym samym ustawodawca jednoznacznie stwierdza, iż stosowanie metod wspomaganego rozrodu jest leczeniem (art.5.1.5). Z pacjenckiego punktu widzenia, jakkolwiek dotyczy spraw zdawałoby się oczywistych, to ważny zapis. Cieszy również włączenie do zakresu czynności leczniczych działań mających na celu zachowanie płodności na przyszłość. Projekt ogranicza je jedynie do sytuacji stricte medycznych, a konkretnie takich, kiedy upośledzenie zdolności płodzenia jest wynikiem choroby, urazu lub leczenia. Projekt pomija czynniki społeczne, np. wiek, odmawiając szansy zdeponowania komórek jajowych kobiecie w celu ich użycia w przyszłości Szkoda, że projektodawca nie nakłada równoczesnego wymogu informowania o takiej możliwości na lekarzy, którzy w ramach wykonywania swoich obowiązków mają styczność z pacjentami w opisanej sytuacji, np. sytuacji leczenia onkologicznego (art.10.) Projektodawca zdaje się optymistycznie zakładać wysoki stopień świadomości wśród samych pacjentów, zarówno w zakresie przysługujących im praw jak i dobrych praktyk medycznych oraz ich zdolność do podejmowania dalekowzrocznych decyzji w sytuacji niewątpliwie kryzysowej. Naszym zdaniem jest to optymizm całkowicie nieuzasadniony. Brak wspomnianego obowiązku może w wielu, zbyt wielu przypadkach skutkować pozbawieniem możliwości zostania rodzicem biologicznego dziecka na zawsze.
Godny odnotowania jest tu jednak fakt, że projekt przewiduje możliwość pobrania gamet od osób małoletnich oraz ubezwłasnowolnionych. W przypadkach nagłych, kiedy dopełnienie formalności nie jest możliwe, można dokonać pobrania gamet i uzyskać stosowne zgody lub zezwolenia post factum. Pobrane w tym trybie gamety należy zniszczyć, jeśli braków formalnych nie uda się uzupełnić lub jeśli dawca nie wyrazi zgody na ich (gamet) przechowywanie.
[size=125]Zamężna 60latka – tak, 30letnia samotna kobieta - nie[/size]
Kto może skorzystać z leczenia niepłodności metoda in vitro? Projekt dopuszcza zastosowanie zapłodnienia pozaustrojowego jedynie u par heteroseksualnych, zarówno pozostających w związkach małżeńskich jak i tych niesformalizowanych. Wyklucza więc z rozrodu wspomaganego pary homoseksualne oraz samotne kobiety, pomijając fakt istnienia niezamierzonej bezdzietności z powodów społecznych. Można mieć różne poglądy na kwestie dostępności ART dla tych grup, ale uczciwość nakazuje odnotowanie faktu, że jakaś część potencjalnie zainteresowanych wspomaganym rozrodem osób nie będzie już miała legalnej możliwości skorzystania z tych zaawansowanych technik leczenia. Konsekwencją najprawdopodobniej będzie rozrost czarnego rynku dawców nasienia i całkowity brak kontroli nad bezpieczeństwem zdrowotnym korzystających z ich usług kobiet a także poczętych w ten sposób dzieci. Trudno przecież oczekiwać, że osoby oferujące tego typu "pomoc", zechcą z własnej woli poddać się chociażby licznym i często kosztownym badaniom. W świetle powyższego tym bardziej zaskakuje fakt, iż projektodawca nie wprowadza żadnych ograniczeń wiekowych dla przyszłych rodziców, pozostawiając najwyraźniej ocenę tej okoliczności w gestii lekarza. Ma on prowadzić leczenie zgodnie z aktualną wiedzą medyczną (art.3.1.), ale trudno przyjąć bez zastrzeżeń, że kwestie wieku przyszłych rodziców należą do spraw stricte medycznych. Wydaje się, że to jest dosyć istotne niedopatrzenie projektodawcy, zwłaszcza w sytuacji deklaracji wyrażonych w art. 4., w szczególności tych mówiących o dobru i prawach dziecka, na który to zapis zwracaliśmy już uwagę. Swoistym paradoksem jest to, iż samotna kobieta zgodnie z propozycja ustawodawcy nie będzie mogła poddać się leczeniu, natomiast 60-latka będzie miała do tego pełne prawo, pod warunkiem wszakże, że będzie miała partnera.
Jakie warunki musi spełnić para, aby moc przystąpić do leczenia metodą zapłodnienia pozaustrojowego? Projekt wprowadza tutaj wspomniany już wcześniej wymóg wyczerpania innych metod leczenia stosowanych przez co najmniej rok. Wyjątkiem są przypadki tzw. niepłodności bezwzględnej, a więc takie, kiedy uzyskanie ciąży jest możliwe wyłącznie w drodze in vitro (art.5.2). Zaistnienie takiej okoliczności zwalnia parę z obowiązku rocznego leczenia innymi metodami. Ten zapis wydaje się być bardzo rozsądny. Martwi jednak, że szeregu sytuacji granicznych, które nie mogą być zakwalifikowane jako niepłodność bezwzględna, a których wystąpienie może znacznie ograniczyć skuteczność leczenia, projektodawca w ogóle nie uwzględnia. Taka okolicznością może być na przykład wiek kobiety. Konieczność rocznego leczenia innymi metodami w przypadku, kiedy wiek pacjentki wskazuje na obniżoną płodność oraz przy współistnieniu innych czynników lub chorób po stronie jednego lub obojga partnerów, może w konsekwencji przełożyć się na brak sukcesu w leczeniu. Szkoda więc, że projekt nie daje lekarzowi możliwości podjęcia indywidualnej decyzji w podobnych przypadkach.
Projektodawca na szczęście ustrzegł się podobnego błędu, wprowadzając ustalenia dotyczące ograniczenia ilości zapładnianych oocytów. Generalną zasadą jest możliwość zapłodnienia 6 komórek jajowych (art.9.1), przy czym wystąpienie określonych okoliczności zwalnia lekarza że stosowania tego ograniczenia. są to wiek kobiety powyżej 35 roku życia, dwie wcześniejsze nieudane próby in vitro oraz wskazania medyczne podyktowane faktem występowania chorób współistniejących do niepłodności (art.9.2.).
[size=125]Centrum leczenia niepłodności[/size]
Nową jakością w leczeniu niepłodności w naszym kraju staje się wprowadzenie określenia "centrum leczenia niepłodności" przy równoczesnym zarezerwowaniu go wyłącznie dla ośrodków spełniających określone kryteria ustawowe i posiadających status centrum leczenia niepłodności nadawany przez Ministra Zdrowia.
Z punktu widzenia pacjenta to prawdziwy przełom! Do tej pory wybór ośrodka był w dużej mierze wypadkową szczęśliwego zbiegu okoliczności, zasłyszanych opinii, wiary, że dane podawane na stronach internetowych wybranych klinik są prawdziwe i oddają rzeczywistość oraz szeregu innych czynników, których pacjenci nie mieli możliwości ani sprawdzić, ani zweryfikować. Kiedy ustawa wejdzie w życie, każde centrum leczenia niepłodności w jej rozumieniu, będzie musiało oferować pełny wachlarz świadczeń medycznych, posiadać bank komórek rozrodczych i zarodków, raportować oraz podlegać nadzorowi Ministerstwa Zdrowia, spełniać wymogi organizacyjne, lokalowe i jakościowe, żeby wymienić tylko te najważniejsze dla pacjentów (art.12 i następne). Projekt przewiduje również powołanie do życia Rady do Spraw Leczenia Niepłodności, która ma pełnić funkcje doradcze i opiniodawcze. Szczegółowe regulacje dotyczące Rady znajdują się w dalszej części projektu.
[size=125]Ile dzieci dzięki dawstwu gamet?[/size]
W rozdziale 3 projektodawca szczegółowo zajmuje się regulacjami dotyczącymi działań z użyciem ludzkich gamet i zarodków stosowanych w celu wspomaganej prokreacji. W art.17. wśród metod leczniczych wymienia inseminację i in vitro, dopuszcza przeprowadzanie testów na komórkach rozrodczych i zarodkach. Opisuje warunki i ograniczenia związane z zastosowaniem gamet i zarodków u pacjentów (art.18), m.in. wymaga pisemnej zgody dawcy i biorczyni, a także jej męża bądź partnera (tego ostatniego tylko w przypadku dawstwa partnerskiego), ogranicza możliwość stosowania komórek rozrodczych od dawcy, który zmarł do sytuacji, kiedy dawca wyraźnie na to zezwolił za życia. Projektodawca wprowadza również bardzo ważne ograniczenie dotyczące dawstwa niepartnerskiego, wyraźnie określając, iż stosowanie gamet danego dawcy nie jest możliwe, kiedy w wyniku dawstwa niepartnerskiego urodziło się już 10 dzieci, przy równoczesnym założeniu, iż to ograniczenie nie wpływa na osobiste plany prokreacyjne dawcy w ramach własnego życia rodzinnego (art.18.1.6.).
Jest to krok w dobrym kierunku, chociaż można dyskutować, czy 10 to właściwa liczba i czy takie ujecie, tzn. ograniczenie liczby potomstwa, a nie liczby rodzin, które mogą mieć dzieci poczęte i urodzone z gamet jednego dawcy jest właściwe. Naszym zdaniem projektodawca powinien jednak zbudować to ograniczenie, korzystając z kryterium liczby rodzin, a nie liczby urodzonych dzieci. Takie rozwiązanie pozwala z dużą doza prawdopodobieństwa przyjąć, iż wszystkie dzieci urodzone w ramach dawstwa w danej rodzinie będą rodzeństwem genetycznym. Taki model obowiązuje na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie prawo ogranicza liczbę utworzonych dzięki dawstwu rodzin, a nie dzieci, do 10.
[size=125]Kto i kiedy może wycofać zgodę na leczenie?[/size]
Projekt zezwala również na to, aby gamety zdeponowane w celu dawstwa partnerskiego wykorzystać w ramach dawstwa innego niż partnerskie, jeśli dawca wyrazi na to zgodę (art. 18.2.). Warto tutaj zauważyć, że przydatność takich gamet ocenia lekarz, co jest niewątpliwie związane z faktem, iż dawcy w ramach dawstwa niepartnerskiego podlegają innym ograniczeniom w rozrodzie niż dawcy w ramach dawstwa partnerskiego. Dawca w każdym momencie może wycofać się z dawstwa i zażądać zniszczenia swoich gamet bądź przekazać je na cele badawcze (art.19.).
Projektodawca dużo uwagi - i dobrze - poświęca formalnościom. Według zapisów przyszłej ustawy zgoda osób zaangażowanych w leczenie niepłodności metodami wspomaganej prokreacji zawsze powinna mieć formę pisemną. Podobną formę przewidziano dla wycofania zgody. Pomimo wprowadzenia wymogu złożenia niebudzącego wątpliwości oświadczenia woli przez uczestników procesu leczenia na różnych jego etapach (etap pobrania i zastosowania gamet, transfer gamet lub zarodków, transfer zarodków poddanych wcześniej kriokonserwacji), które niewątpliwie ma na celu jego uporządkowanie i zmaksymalizowanie bezpieczeństwa, projektodawca nie ustrzegł się jednak pewnych niefortunnych sformułowań i nie jest to wyłącznie problem stylistyczny. Art.20.1.2. wyraźnie stanowi, iż w przypadku dawstwa innego niż partnerskie, zgodę na przeniesienie wyrazili zgodnie biorczyni oraz jej mąż. Co w sytuacji, kiedy biorczyni nie pozostaje z nikim w związku małżeńskim i formalnie nie ma osoby, która może taka zgodę wyrazić? Projektodawca nie zaznacza wyraźnie, iż wspomniany warunek dotyczy wyłącznie par małżeńskich, mówi ogólnie o biorczyni. Czyżby dawstwo niepartnerskie było zarezerwowane wyłącznie dla par małżeńskich? Cóż, dalsze zapisy projektu zdają się nie potwierdzać tej tezy, ale niefortunne sformułowanie budzi jednak niepokój. Idealnie byłoby, gdyby ustawodawca zechciał doprecyzować jego brzmienie, dodając uwagę, iż sytuacja wymaga zgody męża w przypadku, gdy biorczyni pozostaje w związku małżeńskim. Analogiczna sytuacje mamy zresztą w art.21.1.2., w którym mowa o wycofaniu zgody na transfer przez męża biorczyni, bez zastrzeżenia, że chodzi wyłącznie o biorczynie pozostające w związku małżeńskim. Konsekwencje tego zapisu dla konkubinatów są jednak praktycznie zerowe, trudno bowiem oczekiwać wycofania zgody od kogoś, kto nie istnieje.
Wspomniany już artykuł w punkcie 2. wprowadza bardzo istotne rozwiązanie, które dopuszcza możliwość transferu już istniejących zarodków na podstawie decyzji sądu opiekuńczego pomimo braku zgody męża lub dawcy gamet w ramach dawstwa partnerskiego.
Wielu z nas ma zapewne w pamięci rozpaczliwą batalię sądową pewnej Brytyjki, która usiłowała uzyskać podobną zgodę na transfer zarodków, uzyskanych z gamet jej i jej, byłego już wtedy, partnera. Prawo Zjednoczonego Królestwa jednak w ogóle nie przewidywało takiej możliwości i do transferu w efekcie nie doszło, a zarodki zostały zniszczone. Ten zapis projektu budzi emocje. Z jednej strony mamy głębokie przekonanie o potrzebie całkowitej dobrowolności w prokreacji, z drugiej można szczerze współczuć wspomnianej Brytyjce, która całkowicie utraciła szanse na biologiczne rodzicielstwo (poddała się procedurze in vitro w celu zachowania płodności przed terapią onkologiczną). Może więc pozostawienie otwartej furtki dla wszystkich niestandardowych przypadków i poddanie ich ocenie sadu jest rozwiązaniem salomonowym?
Projekt wprowadza obligatoryjne, następujące z mocy samego prawa przekazanie zarodków do tzw. adopcji prenatalnej (art.21.3) w dwóch przypadkach. Pierwszy z nich dotyczy śmierci obojga dawców albo śmierci biorczyni oraz jej męża lub partnera w przypadku dawstwa niepartnerskiego. Ten zapis na pierwszy rzut oka nie budzi zastrzeżeń. Po przeanalizowaniu jednak możliwych scenariuszy, należy uznać za jego słabość fakt, że zupełnie pomija nie tylko wolę, ale nawet sam fakt istnienia rodzin oraz, a właściwie przede wszystkim, fakt istnienia potencjalnych dzieci zmarłych pacjentów. One przecież w przypadku zakończonej sukcesem adopcji prenatalnej, będą miały swoje biologiczne rodzeństwo, o którego istnieniu nie będą miały pojęcia . Można przyjąć, iż takie rozwiązanie jest niejako naturalną konsekwencją szczególnej ochrony nadanej zarodkowi w przyszłej ustawie, ale być może warto byłoby jednak uwzględnić prawa żyjących już ludzi i wprowadzić do ustawy wymóg zadysponowania zarodkami na wypadek śmierci dawców przez nich samych.
Druga przewidziana w projekcie okoliczność budzi poważne wątpliwości. Warunkiem obligatoryjnego przekazania do adopcji prenatalnej zarodków jest jedynie upływ czasu, konkretnie przewidziano tu okres 20 lat. Projektodawca i w tym wypadku ignoruje istnienie bliskich i potencjalnych już urodzonych dzieci pary, ale też w ogóle nie dba o zgodę, bądź jej brak, że strony samych dawców, w ogóle bowiem o niej nie wspomina. Nie wprowadza żadnej ścieżki awaryjnej w postaci odwołania się do decyzji sądu opiekuńczego, wystarczy sam fakt upłynięcia odpowiednio długiego czasu, który to warunek jest przecież zdarzeniem pewnym, nastąpi niezależnie od czyjejkolwiek woli. Brak jakiegokolwiek nawiązania do kwestii woli dawców wydaje się być nie do zaakceptowania. Ustawodawca nawet nie wprowadza wymogu jej poznania i ewentualnego obalenia na drodze sądowej. Stanowisko dwojga ludzi nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. To zapis, który nie pozostawia dawcom żadnej alternatywy. Jest on również niespójny z pozostałymi założeniami projektu, które opierają się na zasadzie dobrowolności dawstwa (czy w ogóle szerzej: uczestnictwa), wymagając wyrażenia niebudzącej wątpliwości zgody, a także dając możliwość jej wycofania. Niestety, wydaje się, że w przypadku obligatoryjnego dawstwa nie ma zastosowania artykuł 22.1, który mówi o wycofaniu zgody dawców na przekazanie zarodków. Tej zgody przecież nigdy nie było, a zarodki zostały przekazane do dawstwa na mocy samej ustawy.
[size=125]Mrożenie zarodków[/size]
Kolejną istotną kwestią jest możliwość mrożenia zarodków o zachowanym potencjale rozwoju. Projektodawca określa to w art. 23.1.
Miejmy nadzieję, że ten zapis ostatecznie zakończy kontrowersje wokół mrożenia zarodków, które jest bezsprzecznie ogromnym osiągnięciem medycyny. Celem mrożenia zarodków jest wyłącznie zachowanie potencjału zarodków do ich dalszego rozwoju w przyszłości. I czy to się podoba przeciwnikom idei mrożenia czy nie, możliwość kriokonserwacji zarodków wprost przekłada się możliwość uzyskania ciąży i urodzenia dziecka w późniejszym czasie. Wystarczy wspomnieć chociażby o sytuacjach, kiedy nie ma możliwości transferowania świeżych zarodków z przyczyn medycznych, np. w przypadku zespołu hiperstymulacji biorczyni. Warto przy tej okazji wspomnieć, że obecnie świat medyczny skłania się ku transferowaniu zarodków wcześniej poddanych kriokonserwacji jako rozwiązaniu z wyboru. Okazuje się ono bowiem być lepsze i bezpieczniejsze dla matki i jej przyszłego dziecka. Organizm kobiety ma szanse się zregenerować po niewątpliwie obciążającej i wyczerpującej stymulacji, a dobrostan jej organizmu przekłada się na wyższy odsetek ciąż oraz zdrowsze dzieci.
[size=125]Chimery, hybrydy, klonowanie[/size]
Projekt nie dopuszcza pobierania gamet od osób zmarłych, tworzenia chimer i hybryd, dokonywania podlegających dziedziczeniu zmian w genomie ludzkim oraz klonowania, a także tworzenia zarodków w celach innych niż medycznie wspomagana prokreacja (art.24 i 25). Domyślam się, że musi to być duża ulga dla wszystkich tych, którzy swoja wiedzę na temat rozrodu wspomaganego czerpią z literatury fantastycznej i dla których wymienione powyżej działania, stanowią istotę procedury zapłodnienia pozaustrojowego...
[size=125]Diagnostyka przedimplantacyjna PGD[/size]
Projektodawca zezwala na stosowanie przedimplantacyjnej diagnostyki genetycznej zarodka (PGD, Preimplantation Genetic Diagnosis) wyłącznie że wskazań medycznych oraz z poprzedzającą ja obowiązkową konsultacja genetyczna (art.26.1). To bardzo rozsądny zapis. PGD nie jest bowiem metodą uniwersalną, skierowaną do wszystkich osób korzystających z zapłodnienia pozaustrojowego. Jest to wysokospecjalistyczna procedura medyczna dedykowana pacjentom, którzy zostali pozytywnie zdiagnozowani w kierunku nosicielstwa chorób lub mutacji genetycznych i ma na celu screening zarodków pod kątem występowania określonych wad genetycznych. Niedopuszczalne jest przeprowadzanie PGD w celu wybrania określonych cech fenotypowych przyszłego dziecka oraz w celu wyboru jego płci. Wyjątkiem w tym drugim przypadku są te sytuacje, w których określenie płci pozwala na unikniecie chorób dziedzicznych skorelowanych z płcią (art.26.2.). Zezwalając na PGD projektodawca równocześnie nie przesądza wprost, jaki powinien być dalszy los zarodka obciążonego poważnymi wadami. Jednak z definicji pojęcia zarodka zdolnego do rozwoju (art. 23.2), gdzie poza kryterium pozytywnym, wymienia również kryterium negatywne w postaci niestwierdzenia u niego wady skutkującej ciężką i nieodwracalna choroba lub upośledzeniem, można wysnuć wniosek, iż nie przysługuje mu szczególna ochrona prawna, z jakiej korzystają zarodki zachowujące zdolność do dalszego rozwoju.
[size=125]Dawstwo gamet i zarodków[/size]
Projekt zakazuje odpłatnego obrotu oraz pośrednictwa w obrocie gametami oraz zarodkami ludzkimi (art.26.1.), a za pobranie gamet od dawcy zadania i otrzymywania zapłaty lub innej korzyści zarówno o charakterze majątkowym jak i osobistym (art.26.2). Innymi słowy: od wejścia w życie ustawy kończy się w Polsce dawstwo komercyjne czyli handel gametami. W punkcie 3 i kolejnych tego samego artykułu reguluje kwestie związane że zwrotem kosztów poniesionych przez dawcę, przesądzając równocześnie, iż zwrot kosztów nie ma charakteru zapłaty ani korzyści. Wymienia również przykładowe okoliczności, które stanowią koszt w rozumieniu ustawy, nie jest to więc katalog zamknięty. Wysokość kosztów powinna odpowiadać realnie poniesionym wydatkom poczynionym na rzecz uzyskania, przechowywania i zastosowania komórek rozrodczych w celu dawstwa. Powyższe przepisy oraz związane z nimi przepisy karne jasno nakreślają, w jakim kierunku powinno rozwijać się w Polsce dawstwo. Ustawodawca wyraźnie opowiada się za dawstwem z pobudek altruistycznych i wyeliminowaniem dawstwa zarobkowego. Na pytanie o faktyczną skuteczność tych przepisów odpowie czas, ale należy przyjąć, że obrany kierunek jest słuszny. Od czasów wykreślenia z ustawy transplantacyjnej zapisów dotyczących ludzkich gamet, panowała u nas w tej materii właściwie niczym nieograniczona swoboda.
Dawca może wycofać się z dawstwa w każdym momencie, o ile u biorczyni nie rozpoczęto jeszcze procedury wspomaganej prokreacji. O niejasnościach związanych z tym zapisem już wspominaliśmy.
Szczegółowe wymagania zdrowotne stawiane dawcom, zarówno w ramach dawstwa partnerskiego jak i innego niż partnerskie, oraz dawczyniom a także wykaz badan koniecznych przed przystąpieniem do procedury wspomaganego rozrodu określi Minister Zdrowia w drodze rozporządzenia.
[size=125]Anonimowość dawstwa w ustawie[/size]
Dawstwo inne niż partnerskie może być wyłącznie anonimowe (art.30.1.1). Dopuszczenie dawstwa anonimowego jako jedynej opcji to niewybaczalny błąd tego projektu.
Błąd, który na dodatek stoi w wewnętrznej sprzeczności z jego innym zapisem, zawartym w art. 4. Nawiązuje on, jak wspominaliśmy wcześniej, bezpośrednio do Konwencji o Prawach Dziecka, mówi o dobru i prawie dziecka jako wartościach nadrzędnych, które jakoby miały przyświecać twórcom ustawy. Konwencja o Prawach Dziecka daje mu między innymi prawo do poznania swojej tożsamości, swoich korzeni, wypełnienia luki związanej z własnym dziedzictwem genetycznym. To wszystko projektodawca w sposób niezrozumiały ignoruje i zdaje się powielać wszelkie możliwe błędy, które kiedyś popełniano w przypadku adopcji społecznej. Tym jednym zapisem projektodawca pozbawił też pacjentów możliwości skorzystania z dawstwa wewnątrzrodzinnego. Dalsze regulacje dotyczące dawstwa innego niż partnerskie, są analogiczne do tych dotyczących dawstwa partnerskiego, z różnicami wynikającymi z charakteru oraz będącymi konsekwencją anonimowości dawstwa, a więc przede wszystkim braku jakichkolwiek praw dawców do dziecka urodzonego dzięki dawstwu (co jest akurat zrozumiałe i właściwe) a także informacji na temat losu własnych gamet oraz zakresu danych przekazywanych osobom uprawnionym, przede wszystkim samemu dziecku po osiągnięciu przez nie pełnoletniości (art.30.1.5). Zaskakujące jest, że zgodnie z brzmieniem tego zapisu, osobą uprawnioną do otrzymania wybranych danych na temat dawcy poza samym dzieckiem, jest... biorczyni. Wydaje się to być oczywistą pomyłką, osobą uprawnioną powinien być bowiem jego przedstawiciel ustawowy. W większości przypadków biorczyni będzie co prawda miała ten status, ale przecież nie każdy przedstawiciel ustawowy będzie miał status biorczyni w rozumieniu tego projektu. Ograniczenie prawa do informacji jedynie na rzecz biorczyni, pozbawia tego prawa chociażby ojca dziecka. Nie przewiduje też najwyraźniej, iż dziecko może być wychowywane przez kogoś innego niż biorczyni, choćby w przypadku jej śmierci.
Dziecko urodzone w wyniku dawstwa innego niż partnerskie lub dawstwa zarodka ma prawo do poznania informacji na temat stanu zdrowia dawcy lub dawców oraz ma prawo zapoznać się miejscem i datą urodzenia dawcy lub dawców. Od dłuższego już czasu usiłujemy zrozumieć, jakaż to idea przyświecała projektodawcy przy konstruowaniu tej regulacji. Wygląda na to, że ustawodawca stoi w swoistym rozkroku decyzyjnym i z jednej strony odmawia dostępu do informacji na temat danych osobowych dawców, zgodnie z przyjętą w projekcie zasadą anonimowości dawstwa, z drugiej zaś udostępnia dane, które mogą w niektórych wypadkach identyfikować dawców, co stoi z kolei w sprzeczności z tą zasadą. A może projektodawcy wydaje się, że w ten sposób realizuje gwarantowane przez Konwencję prawo dzieci do wiedzy o ich tożsamości? Niestety, cenę za brak odwagi decyzyjnej projektodawcy zapłacą rodziny utworzone dzięki dawstwu oraz same dzieci urodzone w wyniku dawstwa. Proponowane rozwiązania skazują ich bowiem na życie w kłamstwie lub niedopowiedzeniach, albo na niekończące się poszukiwania. Dają również w wielu wypadkach fałszywe poczucie anonimowości dawcom. To, co proponuje ustawodawca nijak nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości, w tym polskiej praktyki adopcyjnej, i wiedzy, którą dysponujemy, w tym badań naukowych nad rodzinami utworzonymi dzięki dawstwu. Zwracaliśmy na tę sprawę uwagę w naszych opiniach do projektu przesłanych Ministerstwu Zdrowia, niestety zostały zignorowane.
Zajmijmy się teraz sytuacją biorczyni. Przypomnijmy, że w myśl definicji biorczynią jest KAŻDA pacjentka przechodząca leczenie w drodze rozrodu wspomaganego bez względu na fakt korzystania lub nie z dawstwa gamet w powszechnie przyjętym rozumieniu. Przepisy jej dotyczące są wspólne dla dawstwa partnerskiego i innego niż partnerskie. W tej części jednak analizujemy konkretnie sytuację biorczyni korzystającej z dawstwa niepartnerskiego. Pobranie od niej gamet oraz zastosowanie gamet może nastąpić tylko w sytuacjach mających medyczne uzasadnienie, poprzedzonych wykonaniem niezbędnych badan oraz przy zagwarantowaniu stopnia bezpieczeństwa typowego dla danego rodzaju procedur medycznych. I w tym wypadku specjalnie przygotowany pracownik ośrodka jest odpowiedzialny za przekazanie pełnej informacji na tematy medyczne i wybrane pozamedyczne, związane z procedurą wspomaganego rozrodu. Wszystko pięknie i teraz uwaga - prawdziwy hit! Otóż projektodawca ustawowo zobowiązuje lekarza (art.32.2.2.) do ustalenia podobieństwa z dawcą komórek rozrodczych w dawstwie innym niż partnerskie na podstawie informacji o jego cechach fenotypowych!
Rozumiemy, że przyszli rodzice korzystający z dawstwa mogą sobie takiej zgodności życzyć, mogą jej oczekiwać i gorąco pragnąć. To ich życie i ich wola, w końcu wielu z nas doszukuje się cech wspólnych miedzy rodzicami i ich dziećmi. Ale żeby czynić z tego wymóg ustawowy? Ba! Żeby czynić z tego warunek konieczny, którego spełnienie umożliwia skorzystanie z dawstwa innego niż partnerskie i to na dodatek warunek, którego spełnienie leży całkowicie w gestii lekarza z zupełnym pominięciem opinii rodziców?! Ustawa pisana z pozycji medycyny okazuje się nagle zupełnie niespodziewanie skręcać w kierunku dawno obalonych teorii psychologicznych z ubiegłego wieku, gdzie utrzymanie fizycznego podobieństwa dziecka i rodziców udaje kategorię medyczną, podczas gdy jest wyłącznie kategorią społeczną.
Projektodawca funduje nam uczestnictwo w jakiejś fikcji. Być może są to wnioski zbyt daleko posunięte, ale naprawdę trudno się oprzeć wrażeniu, że ustawodawca promuje zachowanie tajemnicy w sprawie dawstwa innego niż partnerskie. Wszelkie zabiegi mające ją utrzymać, powodują, iż kojarzy z czymś wstydliwym. Jak inaczej rozumieć ten wymóg obok anonimowości dawstwa jako jedynej dopuszczalnej opcji?
[size=125]Brak psychologicznego wsparcia w procedurze dawstwa/biorstwa gamet i zarodków[/size]
Oczywiście i w tej, jakże skomplikowanej emocjonalnie sytuacji, nie ma w ustawie słowa na temat wsparcia psychologicznego. Czy zdaniem projektodawcy odpowiedzialne przyjęcie do rodziny dziecka niespokrewnionego genetycznie z jednym bądź z obojgiem rodziców jest sytuacją codzienną, niewymagającą ich emocjonalnej gotowości? Przedyskutowania spraw związanych z otwartością w sprawie dawstwa oraz jej zakresu przedmiotowego i podmiotowego? Naświetlenia możliwych scenariuszy, potencjalnych trudności, które przyszli rodzice będą napotykać w codziennym życiu? Czy naprawdę psychologiczna konsultacja kandydata na dawcę nasienia jest zbędna? Po raz kolejny ustawodawca nie chce dostrzec i skorzystać z doświadczeń innych krajów.
[size=125]Kto wyraża zgodę na biorstwo gamet i zarodków?[/size]
Biorczyni musi wyrazić zgodę na zastosowanie gamet oraz na utworzenia i zastosowanie zarodków powstałych z tych gamet, zarówno w przypadku dawstwa partnerskiego jak i innego niż partnerskie (art. 32.2.6). Dodatkowo ustawodawca wymaga zgody od męża biorczyni i tutaj jasno artykułuje, że chodzi o biorczynię, która pozostaje w związku małżeńskim (pkt.a), nie powiela więc wcześniejszej nieścisłości. Mąż biorczyni musi również zostać poinformowany o konsekwencjach prawnych, wynikających z KRiO, szczególnie tych związanych z domniemaniem ojcostwa dziecka i brakiem możliwości jego ewentualnego późniejszego zaprzeczenia na drodze sadowej. Natomiast partner biorczyni, z którą pozostają we wspólnym pożyciu, ale nie są małżeństwem, ma obowiązek złożenia oświadczenia zgodnie z art. 75 § 1 KriO ze znaczkiem 1. Jest to nowelizacja wprowadzona przez poniższy projekt (art.91.3.), która zakłada możliwość złożenia oświadczenia uznającego ojcostwo dziecka urodzonego w wyniku zastosowania metod wspomaganej prokreacji jeszcze przed przystąpieniem do nich. Samo uznanie ojcostwa następuje zaś z chwila urodzenia się dziecka, a więc jego żywe urodzenie będące wynikiem zastosowania metod rozrodu wspomaganego jest warunkiem skuteczności wcześniej złożonego oświadczenia. Projektodawca wprowadza też wymóg, aby wykorzystanie gamet albo zarodków utworzonych z tych gamet nastąpiło w ciągu 14 miesięcy od daty złożenia wspomnianego wyżej oświadczenia. Ma to związek z tym, iż nowe przepisy KRiO zakładają, iż jego ważność wynosi 2 lata i dziecko, którego ojcostwa dotyczy oświadczenie, musi się w tym czasie urodzić, aby zobowiązanie było prawnie skuteczne.
[size=125]Adopcja zarodków[/size]
Projektodawca zezwala na przeniesienie zarodków powstałych w warunkach dawstwa partnerskiego po śmierci dawcy gamet, czyli męża lub partnera biorczyni (art. 33). To kolejny przejaw wysokiej ochrony, jaką projekt daje zarodkowi. Nie jest jednak zrozumiałe zwolnienie z działania art. 5.2., który mówi o konieczności odbycia 12-miesięcznego leczenia poprzedzającego zapłodnienie pozaustrojowe. Skoro mowa o zarodkach i ich transferowaniu zapłodnienie pozaustrojowe najwyraźniej już się odbyło. Wyłączenie to wydaje mi się być pomyłką.
Regulacje dotyczące dawstwa zarodka (art.36) są właściwie tożsame z tymi dotyczącymi dawstwa gamet, niestety, włączenie z powieleniem prawie wszystkich błędów tam występujących. I tak w grę wchodzi jedynie dawstwo anonimowe, nie ma słowa na temat konsultacji psychologicznej dla biorców (cóż za symetria z adopcją społeczną!), ustawowy wymóg dobrania dawców pod względem fenotypowym został utrzymany, chociaż projektodawca tym razem nie precyzuje, czyja to jest odpowiedzialność. Skorzystanie z dawstwa zarodka musi być medycznie uzasadnione oraz mieścić się w granicach bezpieczeństwa przewidzianych dla danego typu procedur medycznych. Biorczyni ma prawo do uzyskania pakietu przewidzianych informacji medycznych. Kwestia właściwych oświadczeń złożonych przez męża, jeśli biorczyni pozostaje w związku małżeńskim oraz partnera, jeśli pozostaje w związku nieformalnym, są analogiczne do zapisów dotyczących dawstwa gamet. I tutaj mamy do czynienia z wymogiem zastosowania zarodków w ciągu 14 miesięcy od daty złożenia oświadczenia. Dawcy nie maja prawa uzyskania jakiejkolwiek wiedzy na temat losu zarodków i są świadomi braku praw do urodzonych dzięki dawstwu dzieci. Jest natomiast zdecydowany postęp w sprawie dostępu do informacji na temat dawców jeśli chodzi o zakres podmiotowy uprawnionych. Są nimi dziecko po osiągnięciu pełnoletniości oraz jego przedstawiciel ustawowy. Tym razem więc projektodawca ustrzegł się błędu popełnionego przy nadawaniu podobnego uprawnienia w przypadku dawstwa gamet. Dawcy mogą swoją zgodę na przekazanie zarodków do dawstwa wycofać przed rozpoczęciem procedury wspomaganej prokreacji u biorczyni.
[size=125]Rejestr dawców komórek rozrodczych i zarodków[/size]
Projekt przewiduje utworzenie rejestru dawców komórek rozrodczych i zarodków, który ma na celu identyfikację dawców i biorczyń gamet w ramach dawstwa niepartnerskiego oraz zarodków, a także ma umożliwiać monitorowanie przebiegu procesu medycznie wspomaganej prokreacji (art.37). Rejestr ma charakter centralny, jego formalnym administratorem jest Minister Zdrowia. Poza danymi mającymi na celu identyfikację wszystkich uczestników i ośrodków zaangażowanych w leczenie niepłodności, ma na celu bezproblemowe zlokalizowanie gamet i zarodków, podanie czasu i rodzaju dokonanych procedur medycznych, zabezpieczenie wszelkich zgod i oświadczeń, znajda się tam również informacje na temat stanu zdrowia dawców, wyniki badan lekarskich wykonanych przed pobraniem gamet lub utworzeniem zarodka, ich cechy fenotypowe, dane na temat wyniku zastosowania gamet lub zarodków u biorczyni, przebiegu ciąży, daty urodzenia i płci poczętych dzięki dawstwu dzieci. Dane gromadzone w rejestrze są tajne i mogą być udostępniane jedynie uprawnionym osobom i w zakresie przewidzianym przez prawo (art.38). Niestety zakres przedmiotowy i podmiotowy dostępu do informacji zawartych w rejestrze z punktu widzenia pacjentów jest bardzo ograniczony, o czym wspominaliśmy w poprzednich punktach.
Cały rozdział 6. projektu traktuje o procedurach związanych że znakowaniem, monitorowaniem, przechowywaniem i transportem komórek rozrodczych i zarodków oraz z kryteriami ich jakości i bezpieczeństwa. Są to głownie regulacje techniczne, ograniczymy się więc jedynie do stwierdzenia, że ogromnie cieszy uporządkowanie i standaryzacja zasad postępowania z komórkami rozrodczymi i zarodkami tworzonymi i wykorzystywanymi w ramach procedury medycznie wspomaganego rozrodu. Cieszy ich przewidywalność i jednolitość.
Rozdział 7. reguluje zasady działania ośrodków medycznie wspomaganej prokreacji oraz banków komórek rozrodczych i zarodków. Określa zakres i sposób ich działalności, warunki uzyskania pozwolenia na prowadzenie leczenia w ramach wspomaganego rozrodu oraz przechowywania komórek rozrodczych i zarodków, podaje warunki lokalowe, jakościowe ośrodka oraz kompetencyjne zatrudnionego personelu, stawia wymóg uczestnictwa w regularnych szkoleniach (cały rozdział 9. jest właśnie im poświęcony). Jedno jest pewne, wejście w życie nowej ustawy, uczyni z Ministra Zdrowia szalenie zajętego człowieka (patrz: rozdział 10.). Wiele bowiem zadań przewidzianych chociażby w tym rozdziale projektu, stanowi jego wyłączną kompetencje. Ten rodzaj centralizacji uprawnień być zaletą lub wadą, życie pokaże.
Z punktu widzenia środowiska pacjenckiego, na uwagę zasługuje fakt, że projektodawca określa, jakie elementy powinna zawierać i jakie kwestie powinna regulować umowa przechowywania gamet i/lub zarodków zawierana miedzy pacjentami a bankiem (art.46.2.). Wśród tych elementów szczególnie interesujące jest to, iż już na etapie zawierania umowy, bank musi określić swojego następcę na wypadek jakiejkolwiek okoliczności, która skutkowałaby zaprzestaniem jego działalności. Ciekawy wydaje się być również wymóg przechowywania danych na temat przebiegu poszczególnych etapów dawstwa i jego uczestników przez aż 90 lat (art.47.1). Chciałoby się wierzyć, że jest to grunt przygotowany pod planowane albo chociaż możliwe zmiany na rzecz przynajmniej częściowej jawności dawstwa.
[size=125]Wywożenie gamet i zarodków z Polski i do Polski[/size]
Ewentualny wywóz lub przywóz komórek rozrodczych lub zarodków z i do Polski z państw niebędących członkiem UE będzie procesem dosyć sformalizowanym, a jego skuteczność obwarowana dodatkowymi warunkami oraz wymagająca specjalnego pozwolenia Ministra Zdrowia (art.57 i następne). Można tego dokonać jedynie za pośrednictwem banku komórek rozrodczych i zarodków. Wprowadzenie takich obostrzeń ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa i wyeliminowanie ewentualnych zjawisk niepożądanych, np. odpłatnego obrotu komórkami rozrodczymi i zarodkami. Projekt nie wspomina na temat jakichkolwiek specjalnych okoliczności towarzyszących wywozowi z Polski lub wwozowi do Polski gamet i zarodków w przypadku krajów UE.
[size=125]Rada do Spraw Leczenia Niepłodności[/size]
Projekt powołuje do życia Radę do Spraw Leczenia Niepłodności (art.72). Jest to organ doradczy i opiniodawczy działający przy Ministrze Zdrowia. Życie pokaże, czy nie będzie to kolejny fikcyjny organ bez możliwości realnego wpływu na cokolwiek. Członkowie Rady, maksymalnie 15, są powoływani przez Ministra Zdrowia na okres 4-letniej kadencji, spośród specjalistów różnych dziedzin, przede wszystkim prawa, medycyny i etyki. Przynajmniej połowę jej członków muszą stanowić kandydaci wskazani przez towarzystwa naukowe zrzeszające specjalistów z zakresu medycyny oraz przez PAN. Minister Zdrowia wskazuje przewodniczącego Rady. Ma również możliwość odwołania członków Rady przed upływem kadencji w przypadkach opisanych w projekcie. Rada ma za zadanie przede wszystkim upowszechnianie wiedzy na temat płodności człowieka i jej zachowania na przyszłość, na temat metod leczenia niepłodności i ich pożądanych standardów. Jej kompetencją jest również opiniowanie wniosków o nadanie statusu centrum leczenia niepłodności. Ma prawo opracowywania na wniosek ministra aktów prawnych oraz ich recenzowania, współpracuje z organizacjami i stowarzyszeniami zajmującymi się tematyką płodności i niepłodności. Za jej atut należy uznać, iż nie gwarantuje członkostwa żadnemu księdzu katolickiemu. Chociaż go też nie wyklucza.
[size=125]Nowe przepisy karne[/size]
Projektodawca wprowadza penalizacje czynów, które projekt uznaje za niedozwolone oraz tych, które naruszają procedury przezeń wprowadzone (rozdział 13). Nowe przepisy karne obejmują rozpowszechnianie ogłoszeń o handlu lub pośrednictwie gametami, sam handel gametami i zarodkami, działalność związaną że wspomaganym rozrodem bez wymaganych pozwoleń, stosowanie gamet i zarodków bez wcześniejszego dopełniania wymaganych formalności z udziałem dawców i biorców, nieprzekazywanie stosownych danych do rejestru, stosowanie diagnostyki PGD niezgodnie z założeniami projektu, niszczenie zarodków o zachowanym potencjale rozwojowym, pobieranie gamet że zwłok ludzkich, tworzenie zarodka w celach innych niż dopuszczone w projekcie, tworzenie chimer, hybryd, dziedzicznych zmian w genomie ludzkim, klonowanie, wywóz i przywóz gamet i zarodków bez wymaganego zezwolenia.
Przepisy przejściowe zezwalają na niezakłócone prowadzenie działalności leczniczej w ramach medycyny rozrodu wspomaganego do czasu uzyskania stosownych pozwoleń nie dłużej jednak niż przez 12 miesięcy od daty wejścia w życie ustawy.
Zarodki utworzone i istniejące przed obowiązywaniem przepisów projektu, podlegają obligatoryjnemu przekazaniu do dawstwa po upływie 20 lat od dnia wejścia w życie ustawy. Podobnie rzecz się ma w przypadku śmierci dawców zarodka, ale z pominięciem spełnienia się warunku upływu czasu.
Vacatio legis ustawy wynosi 3 miesiące, licząc od dnia jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
[size=125]Podsumowanie[/size]
W rozważaniach nad nowym projektem ustawy o leczeniu niepłodności i przy doborze poruszanych zagadnień kierowaliśmy się głównie subiektywną opinią o kwestiach, które mogą być potencjalnie interesujące dla środowiska pacjenckiego w Polsce. Nowe prawo będzie bowiem obowiązywało wszystkich potencjalnie zainteresowanych leczeniem metodami rozrodu wspomaganego, niezależnie od źródła jego finansowania. Niezaprzeczalnym atutem projektu jest sam fakt jego istnienia. Czekaliśmy na regulacje porządkujące zasady leczenia niepłodności zaawansowanymi metodami naprawdę długo, na szali stawiając zdrowie nas samych i naszych potencjalnych dzieci. Nie mieliśmy poczucia bezpieczeństwa wynikającego z przewidywalności i powszechności obowiązujących zasad, a jedyne regulacje, które nas w tej materii dotyczyły, stanowiły emanacje osobistych przekonań właścicieli ośrodków, w których się leczyliśmy. Zdarzało nam się trafić dobrze, ale też niestety nie wszyscy mieli to szczęście. Nowa ustawa gwarantuje bezpieczeństwo leczenia na wszystkich jego etapach prowadzone przez certyfikowane ośrodki oraz wprowadza nadzór nad nimi oraz nad samym procesem leczenia. Formalizuje przebieg leczenia w niezbędnym zakresie, standaryzuje wymagania dotyczące stosowania i przechowywania gamet i zarodków, wprowadza konieczność raportowania na temat istotnych okoliczności związanych z przebiegiem leczenia. Nie wszystko jednak, nam pacjentom, podoba się w nowym projekcie, tym bardziej, iż mamy wrażenie, że nasze rzeczywiste potrzeby i nasz głos w sprawie zostały w niektórych kwestiach zupełnie zignorowane.