Szanowny Panie
Po przeczytaniu artykułu w dzisiejszej Rzeczypospolitej zatytułowanego „In vitro, komunia- kościelny spór” chciałabym się podzielić z Panem kilkoma uwagami ze strony Stowarzyszenia:
1. Przypominam, iż tak zwane „środowiska zainteresowane problematyką leczenia niepłodności i polityki społecznej wobec tej choroby” to przede wszystkim środowiska pacjentów i życzylibyśmy sobie również być proszeni o komentarz w sprawie, która dotyczy nas bezpośrednio. Tymczasem daliście Państwo możliwość wypowiedzenia się kolejnym hierarchom, naszego głosu zabrakło. Wobec powyższego informujemy, iż jesteśmy jedyną działającą w Polsce organizacją pozarządową zajmującą się reprezentowaniem interesu osób niepłodnych i zrzeszającą chorych na niepłodność, zachęcamy więc do korzystania z tego źródła informacji podczas pisania tekstów dziennikarskich.
2. Linkowany wyżej artykuł zawiera szereg nieścisłości i niedomówień, z których pierwszą jest zaskakujący brak reakcji p. Ewy Czaczkowskiej na podanie przez księdza Longchamps de Berier informacji, iż podczas procedury in vitro dochodzi do zabójstwa. Oto czytamy, iż ksiądz Longchamps zupełnie swobodnie operuje pojęciem "niszczenia zarodków", a dziennikarka słucha i pilnie notuje. Nie pyta, skąd ksiądz ma takie informacje? Co dokładnie ma na myśli mówiąc o "niszczeniu"? Dlaczego ksiądz Longchamps i Rębacz dysponujący, jak się wydaje, twardymi dowodami na dokonywanie czynów karalnych, skoro śmiało posługują się terminem "zabójstwo" mającym konkretną definicję prawno-karną, nie zgłaszają tego na najbliższej prokuraturze? A może już zgłosili? Jeśli tak, to czytelnicy Rzeczypospolitej powinni o tym wiedzieć. A jeśli nie zgłosili to obaj duchowni łamią prawo zatajając przed Prokuraturą informację o popełnieniu przestępstwa i tym bardziej powinniśmy o tym wiedzieć. Jeżeli zaś chodzi w tym przypadku o swoistą licentia poetica obu księży to wydaje nam się, iż pojęcie etyki dziennikarskiej zakłada ostrożne obchodzenie się z cytatami zawierającymi tak potężny ciężar gatunkowy, ponieważ nie każdy czytelnik Rzeczypospolitej zdaje sobie sprawę, iż podczas wykonywania zabiegu in vitro nie ginie żaden embrion, nikt nie jest uśmiercany ani zabijany. Zamieszczając takie opinie pozwalacie Państwo na utrwalanie się w świadomości społecznej nieprawdziwego obrazu tej metody leczenia, pośrednio zaś wpływacie na zjawisko piętnowania osób niepłodnych, jako niemoralnych.
3. Ponieważ określenia „zabijanie embrionów” i „niszczenie embrionów” pojawiają się w tekście p. Czeczkowskiej aż dziewięciokrotnie (sic!) i nie towarzyszy im żadna refleksja dotycząca choćby tego, iż za takimi sformułowaniami nie idą żadne raporty, statystyki ani badania, czytelnikowi zupełnie umyka fakt, że żadnego niszczenia embrionów nie ma, nic i nikt przy in vitro nie ginie, transferowane są najzdrowsze w danej chwili zarodki, reszta (o ile jest reszta, często jej nie ma) jest mrożona i czeka na swoją kolej do transferu. Co więcej na jedną parę, która podeszła w Polsce do zabiegu ivf przypada ok. 0,3-0,5 zamrożonego zarodka. Jak łatwo policzyć wynika stąd, iż statystycznie tylko co druga- trzecia para ma zamrożone zarodki, większość par wychodzi z tego zabiegu bez zamrożonych embrionów. Nie ma więc żadnego jęku zamrożonych i porzuconych embrionów, który miał słyszeć poseł Gowin, nie ma żadnych hekatomb i masowych mordów, mówimy o zjawisku, gdzie walczymy z NIEDOMIAREM, a nie nadmiarem. Dodatkowo jeśli się zdarza sytuacja, iż para nie chce odebrać swoich zamrożonych zarodków, może podpisać zgodę na przekazanie zamrożonych embrionów do adopcji prenatalnej. Czas oczekiwania na adopcję w Warszawie, w dwóch największych klinikach, wynosi minimum pół roku. Ludzie stoją w kolejce, aby adoptować te rzekomo "niechciane zarodki". Bardzo trudno jest nam przedrzeć się z tymi informacjami do opinii publicznej, skoro powszechną praktyką jest rozmawianie na temat in vitro w pierwszym rzędzie z politykami, w drugim z duchownymi. Dla środowiska pacjentów i lekarzy na ogół nie starcza dziennikarzom czasu. Liczę, że nasze uwagi spotkają się z Pańskim zrozumieniem
W imieniu Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”
Anna Krawczak