Autor:

Data publikacji:

09.07.2012

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

medialna wojna o in-vitro

W ostatnich dniach medialna wojna o in vitro rozgorzała na nowo. Wywołali ją oczywiście politycy zgłaszając kolejne projekty ustaw regulujących dostępność do procedur wspomaganego rozrodu w Polsce. W sumie marszałkini Ewa Kopacz ma już w szufladach co najmniej 5 projektów i nie jest to ostatnie słowo naszych dzielnych polityków. Niestety dwa ostatnie projekty zgłoszone przez PiS nie są zbyt przychylne dla niepłodnych par w Polsce. Pierwszy przewiduje karę pozbawienia wolności do lat 2 dla lekarzy którzy chcieli by stosować zabiegi in-vitro w swej praktyce. Drugi zaś przewiduje odebranie rodzicom zarodków przechowywanych w ciekłym azocie i rozmrożenie ich po uprzednim poświęceniu (to nie jest żart!!!).
Oczywiście projekty ustaw okraszane są sowicie wypowiedziami polityków w których nie brakuje soczystych porównań i metafor, ale żeby oszczędzić czytelnikom nieprzyjemności napiszę tylko, że w stosunku do zabiegu in-vitro określenia w rodzaju mordowanie, uśmiercanie czy wielokrotna aborcja stały się obowiązkowe i nie rażą już ani polityków ani części mediów. Ponieważ w naturze powinna występować równowaga pojawiły się również wypowiedzi i artykuły broniące prawa rodziców do walki o upragnione dziecko.
I tu dochodzimy do sedna czyli do artykułu w tygodniku "newsweek" który sam w sobie nie jest ani specjalnie ostry, ani kontrowersyjny, ale okładka wydania w którym się znalazł wzbudziła ogromne kontrowersje. Okładkę można zobaczyć na profilu facebookowym "newsweeka" Na okładce możemy przeczytać:

"IN VITRO: TALIBÓW WOJNA Z DZIEĆMI.
Dlaczego nasza prawica nienawidzi dzieci z próbówki."

Artykułem i okładką oburzył się redaktor naczelny miesięcznika FRONDA, Tomasz Terlikowski. Pan Tomasz dał wyraz swemu oburzeniu w kilku publikacjach internetowych oraz artykule opublikowanym dziś przez dziennik "Rzeczpospolita".
I w tym momencie postanowiliśmy włączyć się do dyskusji jako stowarzyszenie odpowiadając naczelnemu Frondy. Naszą odpowiedź wysłaliśmy do "Rzeczpospolitej" i zamieszczamy poniżej: