Poniżej osobista relacja Dagmary Weinkiper Halsing z tych trzech dość wyczerpujących dni:
Jeszcze niezupełnie się pozbierałam, a właściwie zupełnie się nie pozbierałam, po wizycie w Polsce. Myśli nieuczesane. Na pytanie znajomych ”jak było?” właściwie nie umiem odpowiedzieć, dobrać odpowiedniego słowa. ”Interesująco” brzmi ubogo. ”Fascynująco” poraża przerośniętą egzaltacją. ”Fajnie”-fajnie to się kupowało kiełbasę na Hali Mirowskiej. Ludzko było. Tak najzwyczajniej LUDZKO, co zdarza się rzadko.
Wylądowałam, odebrałam bagaż w pośpiechu i osiadłam w taksówce z jednĄ z uczestniczek FE, która przyleciała w tym samym czasie. Po 25 minutach rozstałyśmy się jak dwie bliskie sobie osoby. Obie doświadczyłyśmy niepłodności. Obie zakończyłyśmy naszą drogę: ja - jako matka trójki poczętej dzięki in vitro, ona - jako kobieta, która wybrała świadomą bezdzietność po latach zmagań z in vitro. Obie jako osoby zaangażowane w walkę o prawa tych, którym nie łatwo jest zostać rodzicem.
Z taksówki biegusiem do Sejmu, tam spotkanie z Anną Krawczak i Clare. Clare Lewis Jones, prezeska Fertility Europe. Kobieta niezwykła. Myślę, że wielu ludzi zaangażowanych w działalność publiczną mogłoby się od niej uczyć cech deficytowych w życiu publicznym- pokory i prostoty.
Wnętrze budynku na Wiejskiej nie powiem robi wrażenie. Przestronne, białe marmury, szerokie schody, nawet drzwi do toalet co najmniej pięciometrowe. Czułam się mała, a może ma to sprawiać wrażenie, że ludzie przez nie przechodzący sa więksi niz przeciętni?
Sala 104, “załoga” Bociana obecna, dołączyłam. Kilka znajomych twarzy, rozpoznałam lekarzy –Novum, InviMed, Gameta . Rozmawiam przez chwilę z dr Gontarkiem z łódzkiej Gravity (znaliśmy się tylko z widzenia i krótkich rozmów na fejsie), uścisk dłoni Pani Bogdy Pawelec (znamy się z książek :-) ). Siadam, ogarniam salę, pierwsze wrażenie, ze mało nas, mało do pieczenia tego chleba. W Polsce jest około pięćdziesięciu klinik zajmujących się leczeniem niepłodności (trzydzieści z nich raportuje do ESHRE) gdzie znajdują się ich przedstawiciele? Czy spotkanie przy okrągłym (de facto nieokrągłym) stole polityków, przedstawicieli klinik oraz przedstawicieli pacjentów nie było warte pofatygowania się i stawienia na miejscu?
Clare rozpoczęła prezentację Fertility Europe (polecam informacje na temat FE: http://fertilityeurope.eu/) rysując sytuację pacjentów w innych krajach europejskich (o jakże nam, obywatelom Europy, daleko do równego traktowania, jak bardzo miejsce zamieszkania może mieć wpływ na nasze prawa do rozrodu!)- Bogda Pawelec podkreśliła ważną rolę psychologa-terapeuty w całym procesie. Przykre jest to, że w ogóle trzeba o tym mówić, przecież to oczywista oczywistość. Czyżby chodziło o koszty? Naszą krótkowzroczność? Pani Bogda wskazuje na badania, które mówią o spadku skuteczności leczenia niepłodności bez wsparcia psychologicznego nawet o 30% (zakładam optymistycznie, że finansowanie przez państwo leczenia niepłodności w przyszłości będzie chlebem powszednim, więc opieka psychologa jest nieodzownym elementem wpływającym na jego skuteczność i koszta). Następnie my, Anna Krawczak rozpoczęła prezentację “Naszego Bociana”
“Metodę zapłodnienia pozaustrojowego wykonuje się od 25 lat. Wciąż bez ram prawnych. W kraju, w którym do debaty publicznej weszło pojęcie „życia poczętego”, i którego to życia nie chronimy od ćwierćwiecza, podobnie jak nie chronimy jego rodziców. “
Ania wygłosiła nasze postulaty do wypracowania w sytuacji braku prawa, w naszej obecnej polskiej sytuacji:
• psycholog w każdym ośrodku leczenia niepłodności, konsultacja wliczona w cenę procedury IVF
• przedstawiciel środowiska pacjenckiego w Radzie Programowej
• wykluczenie z realizacji programu ministerialnego klinik zajmujących się komercyjnym dawstwem gamet i zarodków
Nagle na sali zrobiło się zamieszanie, żwawym krokiem na salę „wpadł” minister zdrowia Bartosz Arłukowicz ściskając w obu dłoniach plik papieru - PROGRAM JEST! Właśnie został podpisany Narodowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013 – 2016!
„Nadejszła wiekopomna chwila” patrzę na Anię, na Michała, na Basię i gęby nam się cieszą :-) ...
Spotkanie zakończone dyskusją, istotną jak dla mnie, pokazującą, że mówimy różnymi językami, że patrzymy na problem z innych perspektyw. Budowa naszej wspólnej wieży Babel jest dla nas wszystkich ważna.
Lekarze, politycy i my pacjenci powinniśmy jednak pamiętać, że Jahwe pomieszał języki budowniczym właśnie z obawy, że jeśli ludzkość będzie tworzyła jeden lud to „nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić".
Otrzymaliśmy obietnicę Ministra zdrowia o wzięciu pod uwagę obecności przedstawicieli środowiska pacjenckiego w Radzie Programowej programu refunacyjnego. Rada ma być niewielka, prawdopodobnie dziewięcioosobowa. Moim zdaniem jedno z tych miejsc POWINNO należeć do przedstawicieli pacjentów, nie wyobrażam sobie skutecznej pracy bez głosu tych, których problem dotyczy.
Mówiliśmy o dawstwie komercyjnym i niekomercyjnym, o przyczynach i skutkach obu. Zamoczyliśmy stopy w rzece, którą przyjdzie nam w najbliższym czasie przepłynąć na dalszej drodze walki o prawa zarówno pacjentów, jak i ich dzieci.
Po wszystkim udałam sie do apteki po zakup Solpadeiny ;)))