Autor:

Data publikacji:

11.06.2011

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

STOWARZYSZENIE NA RZECZ LECZENIA NIEPŁODNOŚCI I WSPIERANIA ADOPCJI „NASZ BOCIAN” DO PANI EWY KOPACZ, MINISTER ZDROWIA:

W związku z wypowiedzią pani Minister Zdrowia, Ewy Kopacz, na temat konieczności wyboru między refundacją leczenia niepłodności metodą in vitro, a leczeniem onkologicznym metodą chemioterapii, Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”, jako jedyna w Polsce organizacja pacjencka reprezentująca chorych na niepłodność, pragnie zająć stanowisko:

Szanowna Pani Minister!

Dyskusji na temat refundacji metodą in vitro nie byłoby, gdyby nie Pani wypowiedź z 2008 roku, kiedy to po raz pierwszy podniosła Pani publicznie projekt refundowania zabiegu in vitro. To właśnie Pani zaczęła publiczną debatę na ten temat. Dla Pani i Platformy Obywatelskiej, hasło „in vitro” stało się od tej pory wdzięcznym tematem zastępczym wyciąganym przy okazji kolejnych wyborów. Dla nas, osób niepłodnych, które zdecydowały się na walkę o dziecko metodą in vitro, od 2008 roku trwa czas pogardy i poniżania nas przez szereg mediów, kwestionowania naszych praw obywatelskich, podważania definicji naszej choroby i obrażania nas oraz naszych dzieci kłamliwymi pomówieniami o „mordowanie zarodków”. Wywołała Pani burzę swoją obietnicą, ale gromy i pioruny zbierają chorzy ludzie, a nie politycy.

Ani Ministerstwo Zdrowia, ani Rzecznik Praw Obywatelskich, ani żaden z posłów Rzeczypospolitej Polskiej nie zajęli w tej sprawie oficjalnego stanowiska. Nikt nie bronił kilkuset tysięcy obywateli RP, których choroba zmusiła do szukania finansów na prywatne leczenie i których jedyną winą było pragnienie stworzenia kochającej rodziny. Nasze dzieci były nazywane „realizacją idei Frankensteina”, tysiące parafii zbierały podpisy pod projektem ustawy delegalizującej leczenie, oskarżano nas o mordowanie zarodków i egoizm, a nasz Premier milczał, nasz Prezydent milczał, nasz Rząd milczał.

W listopadzie 2008 roku premier Tusk po raz pierwszy zapowiedział wraz z Panią pełniącą wówczas obowiązki Ministra Zdrowia, „częściową refundację in vitro i uregulowanie prawne leczenia tą metodą”. Minęły trzy lata. W ich trakcie uzyskaliśmy wiele obietnic, w październiku 2010 powiedziała Pani w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że Ministerstwo Zdrowia przygotowało ustawę refundującą in vitro, zabezpieczono na ten cel środki i przewiduje Pani, iż ustawa może wejść w życie od marca 2011 roku. Dziś mamy czerwiec 2011 i słyszymy, że każe nam Pani wybierać: onkologia dziecięca czy in vitro?

To populistyczne ultimatum stawia pod znakiem zapytania wszystkie Pani poprzednie deklaracje i pokazuje, że była to tylko wyrachowana gra. Dlaczego nie zapyta Pani osób korzystających z dofinansowania do viagry, czy wybierają refundację leku poprawiającego erekcję czy onkologię dziecięcą? Czemu nie stawia Pani tego pytania nietrzeźwym sprawcom wypadków samochodowych, którzy leczą się w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia? Dlaczego wybór „chore dzieci czy leczenie?” nie jest przedstawiany osobom uzależnionym od tytoniu czy alkoholu, których nałóg jest skutkiem podjętych kiedyś przez nich decyzji, a za których leczenie płacą wszyscy polscy podatnicy? Czemu chce Pani znów oszczędzać kosztem tych, którzy już od ponad dwudziestu lat czekają w kolejce do refundowanego leczenia niepłodności?

A przecież podobno sukcesem naszego rządu jest niedopuszczenie do kryzysu finansowego. W marcu 2011, jako jeden z ostatnich europejskich krajów, refundację in vitro wprowadziła Rumunia. Poza nią metoda in vitro w całości lub w części refundowana jest w Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, całej Skandynawii, na Litwie, w Estonii, na Łotwie, w Hiszpanii, w Grecji, w Rosji, w Bułgarii, w Czechach i na Słowacji, na Węgrzech, w Austrii, w Portugalii, w Wielkiej Brytanii i w Rumunii. Czy mamy zatem rozumieć, że Polska, która obronną ręką wyszła ze światowego kryzysu, jest dziś w takiej sytuacji, że musi wybierać między onkologią i ginekologią?

Jesteśmy w niechlubnej garstce europejskich krajów, które nie refundują swoim obywatelom zabiegu in vitro, i jesteśmy jedynym krajem, który nie posiada prawodawstwa w zakresie warunków leczenia metodami rozrodu wspomaganego. Czy nie jest to powód do wielkiego wstydu dla polskiego Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Sprawiedliwości? A może to dalszy ciąg politycznej gry i nieliczenia się z polskimi obywatelami, którzy podczas jesiennych wyborów parlamentarnych znów zaczną być przez Panią kuszeni obietnicami refundowanego leczenia?

Pani Minister! Pani i polscy politycy cynicznie wykorzystujecie nadzieję, desperację i bezradność trzydziestu tysięcy polskich obywateli, którzy cierpią na zaawansowaną niepłodność będącą wskazaniem do zabiegu in vitro, i dwóch milionów obywateli RP, którzy są zmuszeni leczyć swoją chorobę lekami i zabiegami bez refundacji. Obecnie do zabiegów in vitro przystępuje corocznie około trzech-czterech tysięcy chorych ludzi, pozostałych dwudziestu sześciu tysięcy nie stać na ten zabieg.

Oczekujemy od Pani odpowiedzi, co mamy powiedzieć zgłaszającym się do nas pacjentom mieszkającym w mieszkaniach komunalnych, bez zdolności kredytowej, leczących się od kilkunastu lat, którzy płacą ubezpieczenie zdrowotne i nie mogą z niego korzystać? Co mamy mówić ludziom, którzy od lat czekają na swoje potomstwo, chcą je wychowywać w rodzinach wydolnych społecznie i wychowawczo, którzy zaciągają kolejne kredyty, sprzedają mieszkania i oddają samochód pod zastaw, aby móc zostać rodzicem? Tym, którzy od lat opłacają leczenie cudzych dzieci, ale im samym nie pozwala się mieć dzieci, o których zdrowie będą się troszczyć? Tym ludziom, których dzieci będą tworzyć przyszłość Polski?

Pani Minister! Pani wypowiedź z trzeciego czerwca 2011 roku dowodzi, że interesy dwóch milionów niepłodnych ludzi w Polsce nigdy nie były przez Panią i przez Pani partię traktowane poważnie.

Z poważaniem W imieniu Zarządu Stowarzyszenia „Nasz Bocian”

Blanka Żukowska

Anna Krawczak

Michał Damski