Budowanie tożsamości jest niezwykle trudne, kiedy nie zna się swoich korzeni. Dzieci adoptowane mają w swoich życiorysach luki, które bardzo trudno wypełnić. Muszą niejako scalić w całość dwa światy – ten, w którym żyją i ten, z którego pochodzą.
Pytań jest wiele, na niektóre z nich odpowiedzieć mogą rodzice adopcyjni, którzy znają przynajmniej część historii swojego dziecka. Ich rola w poszukiwaniu korzeni jest ogromna, ponieważ nie tylko mogą pomóc rozwiać przynajmniej część wątpliwości, ale również wspierać swoje dziecko w trudnym dla niego procesie.
Część dzieci, a później dorosłych adoptowanych odczuwa ogromny lęk nawet przed wspominaniem rodzicom adopcyjnym o tych poszukiwaniach, ponieważ obawia się ich reakcji, nie chce zranić, ani sprawić, że poczuliby się odtrąceni. Na ogół zależy im na uzyskaniu bardzo podstawowych informacji o rodzinie biologicznej, które dla osób wychowywanych w rodzinie naturalnej, są na wyciągnięcie ręki. Jest to wiedza, która pomaga uporządkować świat i emocje, które towarzyszą im przez dotychczasowe życie. Może być jednak trudna, lub niedostępna kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat po adopcji.
Lęk towarzyszy osobie adoptowanej także w odniesieniu do rodziny biologicznej. Trudno przewidzieć, jak zostanie przyjęta czasem wiele lat po adopcji. Nie wiadomo, jaką drogą poszli rodzice biologiczni i rodzeństwo, czy w ogóle żyją, jak wyglądają. Często brak im wiedzy o przyczynach sytuacji, w jakiej się znaleźli, o tym, czy mają rodzeństwo.
Poszukiwanie korzeni jest bardzo indywidualnym procesem, często rozłożonym na lata. Wsparcie rodziców adopcyjnych jest w tej sytuacji bezcenne. Bardzo często nawiązanie kontaktu z rodzicami biologicznymi, czy rodzeństwem umacnia więzi z rodziną adopcyjną, zwłaszcza, jeśli wcześniej były bliskie. Pomaga dopełnić istotny fragment wiedzy o sobie samym, nawet, jeśli jest to pojedyncze spotkanie lub jedynie analiza dokumentów z okresu adopcji.
Magdalena Kruk
Doktor nauk społecznych i terapeuta systemowy, pracuje w Ośrodku Adopcyjnym TPD w Warszawie