Autor:

Data publikacji:

20.01.2013

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Adopcja prenatalna to jedyne, co mi zostało.

nasza historia

Moja historia z in vitro jest pewnie zwyczajna. Jakiś czas temu myślałam, że jestem poszkodowana przez życie, ale od momentu, w którym zaczęłam czytać blogi i korzystać z forum zrozumiałam, że moje życie nie różni się bardzo od innych.
Mam 29 lat. 4 lata temu dowiedziałam się że mam torbiel wielkości pomarańczy. Zgłosiłam się do szpitala, operacja, wycięcie jednego jajnika i jajowodu, wyłuszczenie drugiego. Oczywiście jak to w moim przypadku nie bez komplikacji - krwawienie do otrzewnej, zagrożenie życia, kolejna operacja w drugiej dobie po pierwszej. Udało się. Opinia lekarzy- proszę się nie martwić kobiety z 1/12 jajnika maja dzieci. Ok, to się nie martwię. Potem ślub i staranie się o dzidziusia. Ach, ten cudowny seks na siłę dokładnie z zegarkiem i kalendarzem- suuuper!

Po pół roku nic, kolejne usg i.... torbiel odnowiła się na resztę jajnika. Znowu szpital. Lekarz obiecał, że zrobi wszystko żeby wyłuszczyć torbiel i zostawić resztkę jajnika.
Obiecanki cacanki. Budzę się po narkozie, twarz lekarza i słowa słyszane jakby przez mgłę - „przykro mi, nie udało się, musieliśmy usunąć wszystko, ale spokojnie: zostawiliśmy macicę”. Oczywiście znowu krwawienie i reoperacja w kolejnej dobie. Nigdy tyle nie płakałam. Na wizycie kontrolnej dostaję namiar na lekarza z Invimedu.... Wizyta nawet udana. Dowiedziałam się więcej o in vitro ale nadal to czarna magia. Jestem podniecona i pełna nadziei. Mąż bardzo mnie wspiera. Dostajemy wybór: albo adopcja zarodka albo adopcja jajeczek...
Mnie to obojętne, ale widzę że mój mąż chciałby spróbować z własnymi plemnikami. Niestety jajeczek nie ma w banku kliniki....
I nagle coś, co spowodowało że zaczęłam wierzyć w ludzkie dobro. Moja mama poszła na wizytę do kosmetyczki, dziewczyny, którą obie znamy już kilka lat. Bardzo się lubimy. Mama pęka i opowiada jej moją historię- widocznie też chciała się w końcu wygadać. Koleżanka niespodziewanie proponuje że odda nam swoje jajeczka. Szok, postanawiam się z nią spotkać i opowiedzieć na czym to polega, nie chcę by cierpiała przeze mnie. Szczerze mówiąc robiłam wszystko żeby ją zniechęcić, ale w głębi duszy byłam strasznie podekscytowana.
Zgodziła się, naprawdę chciała nam pomóc. I machina ruszyła. Czekanie na okres, zastrzyki, leki, punkcja i udało się: transfer. Byłam strasznie zdenerwowana....potem czekanie na wyniki badań krwi i ..... I nic, nie udało się. Potem wiadomość, że moja szwagierka jest w ciąży, oj bolało... Ale nic, nie podajemy się, kolejny transfer z mrożaczków, badanie hcg i ....znowu nic. Kolejne mrożaczki nie przetrwały.
Decyzja: adoptujemy zarodek. Transfer. Poprosiłam panią, która podaje lekarzowi słomki z zarodkami, żeby chuchnęła na szczęście. Znowu czekanie 10 dni i tym razem udało się.... Są dwa zarodki!
Później wszystko standardowo, wymioty i to jakie.... Wizyty u lekarza, usg, badania. Wszystko jest ok, będą bliźniaki i to parka, chłopiec i dziewczynka! Boże, jaka ja byłam wtedy szczęśliwa! Czułam się jakbym wygrałam milion w totka.
Koleżanki oddawały mi ciuszki po swoich pociechach, miałam już nawet wózek dla bliźniaków...
W 21 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala.
Wyrok – pęcherz płodowy w pochwie. Potem nie do końca pamiętam co się działo... Poród.... Pierwszy urodził się chłopiec, żył 30 minut.
Druga urodziła się dziewczynka. Położna położyła mi ją na brzuchu, a ona strasznie płakała, do tej pory mam ten dźwięk w uszach...
Żyła 20 minut.
Potem pogrzeb i wszystkie te durne formalności, ZUS, ubezpieczenie bla bla bla. Płakałam przez 2 tygodnie non stop. Aż zabrakło łez...
Ale nie chce się poddawać. To jest mój jedyny cel w życiu, jeśli nie będę mogła do niego dążyć to nie będę miała po co żyć... Teraz czekam na wizytę u lekarza i zaczynamy wszystko od nowa.. Adopcja prenatalna to jedyne co mi zostało....


To jest historia napisana i nadesłana w ramach kampanii "Powiedzieć i Rozmawiać". Na autorów historii związanych z adopcją prenatalną czekają bransoletki ufundowane przez By Ilo. Więcej informacji TU.