Jestem dawczynią komórek i mamą 2,5 letniej dziewczynki urodzonej dzięki zabiegowi IUI (inseminacji).
Decyzja o dawstwie była prosta. Oddaję oocyty przy okazji mojego zabiegu In Vitro i zostawiam swoje dane, gdyby dziecko powstałe dzięki temu zabiegowi potrzebowało informacji medycznej lub czegokolwiek związanego z zagrożeniem jego zdrowia lub życia. Tak się stało. Moje In Vitro się nie powiodło, ale otrzymałam informacje z kliniki, że biorcom się udało. Dziwne uczucie: wzruszenie, radość i łzy pomieszane ze smutkiem...do dziś nie umiem powiedzieć co w zasadzie czułam. Jedno jest pewne: NIE COFNĘŁABYM CZASU.
Chwilę po tym rozpoczęła się kampania “powiedzieć rozmawiać”. Uświadomiłam sobie, że powinnam powiedzieć córce, o tym dawstwie, bo to w końcu jej rodzeństwo genetyczne i ona ma prawo do tej wiedzy. W tej chwili dojrzewamy z mężem do decyzji o zgodzie na ujawnienie naszych danych. Jest mała szansa aby ktoś z tego skorzystał, ale wszystko wskazuje na to, że córka będzie jedynaczką i nie chcę zamykać jej szansy na kontakt z ewentualnym rodzeństwem przyrodnim. Wiem, że to naprawdę mało realny scenariusz, ale nie możemy córce zamykać tej drogi.
Pozdrawiam serdecznie
XXX
ps. chciałabym z dumą nosić bransoletkę kampanii
To jest historia napisana i nadesłana w ramach kampanii "Powiedzieć i Rozmawiać". Na autorów historii związanych z adopcją prenatalną czekają bransoletki ufundowane przez By Ilo. Więcej informacji TU.
