[size=13]„Lekarz pomógł mamie, abyś mógł się urodzić”[/size]
[size=13]Rozmowa z Oliwią, dawczynią i jednocześnie mamą dzięki dawstwu.[/size]
[size=13]Nasz Bocian: Jak wyglądała Twoja droga do dziecka? Kiedy po raz pierwszy zaczęłaś czuć w sobie gotowość, aby zostać matką?[/size]
[size=13]Oliwia:[/size] Od początku mojego małżeństwa nie stosowaliśmy żadnych zabezpieczeń i rok po ślubie zgłosiłam się do lekarza zweryfikować swoje obawy. Ruszyłam wówczas maszynę, która przez dwanaście lat nie chciała się zatrzymać.
[size=13]Kiedy pojawiły się pierwsze trudności w Waszej walce o dziecko?[/size]
Trudności były od momentu, kiedy zaczęliśmy zauważać, że mimo braku zabezpieczeń dziecka nie ma. Chodziłam po różnych lekarzach, stosowałam różne metody leczenia, ale bez efektu. Dopiero w 1997 roku postawiono diagnozę dotyczącą nasienia, która wykluczała naturalne zajście w upragnioną ciążę.
[size=13]Przejdźmy do momentu, w którym pierwszy raz usłyszałaś o możliwości dawstwa? Możesz opowiedzieć, w jakich okolicznościach się to stało? Co wtedy czułaś i pomyślałaś?[/size]
Po latach leczenia i trzech nieudanych próbach in vitro, lekarz zaproponował nam skorzystanie z dawcy nasienia. Wiedziałam, że to nasza szansa na posiadanie dziecka, i że tak samo jak ja oddaję swoje komórki, tak teraz skorzystam z dawcy. Nie widziałam w tym nic nadzwyczajnego ani niesamowitego. Ludzie oddają sobie różne organy i są za to wdzięczni. Tak właśnie ja do tego podchodzę. Jestem wdzięczna, że ktoś mi pomógł osiągnąć pełnię szczęścia i sama też oddawałam swoje komórki, żeby kogoś uszczęśliwić.
[size=13]Jednak z oddanego organu nie urodzi się nowy człowiek z połową genów dawcy lub dawczyni. Czy czujesz jakiś myślowy lub emocjonalny związek z dziećmi, które być może urodziły się dzięki Twoim komórkom i stanowią przyrodnie rodzeństwo Twojego syna?[/size]
Czuję się związana emocjonalnie z ludźmi, którzy potrzebują pomocy, nie zastanawiałam się jednak nigdy czy przyszły na świat dzieci z MOICH komórek. Moje myśli kierują się raczej ku rozważaniu, czy któraś kobieta jest szczęśliwą matką dziecka na które czekała latami. Dawcy organów ofiarowują drugie życie biorcom, i podobnie jest z dawcami gamet, to w większości przypadków drugie życie.
[size=13]Czy rozważałaś dawstwo rodzinne?[/size]
Nie rozważałam dawstwa rodzinnego.
[size=13]Jaki stosunek do dawstwa miał Twój partner?[/size]
Mój partner miał podobny stosunek do dawcy, jak ja.
[size=13]Konferencja jest silnie osadzona w temacie jawności dawstwa i biorstwa gamet oraz zarodków. W jaki sposób zetknęłaś się z ideą jawnego dawstwa i jaka jest Twoja opinia na ten temat? Czy uważasz, że dziecko powinno mieć po ukończeniu 18 rż dostęp do wiedzy o tożsamości swoich rodziców genetycznych?[/size]
Nie jestem zwolenniczką jawności dawstwa. To, według mnie, rodzi w niektórych przypadkach nieoczekiwane zaburzenia. Dziecko powinno wiedzieć, że rodzice korzystali z pomocy lekarza, żeby przyszło na świat, ale bez pikantnych szczegółów z uwagi na jego własne dobro. Żyjemy w takich czasach, że dzieci urodzone dzięki metodzie in vitro to prawie ufo, a co dopiero dzieci urodzone dzięki dawstwu. To zbyt skomplikowane dla przeciętnego obywatela. Dotyczy to również wiedzy dziecka na temat biologicznego pochodzenia. Jestem na „nie”, przynajmniej na dzień dzisiejszy.
[size=13]W wielu krajach model dawstwa jawnego, czyli takiego, w którym dziecko po osiągnięciu dorosłości może poznać dane dawcy/dawczyni, a ono samo jest przez rodziców wychowywane w otwartości wobec prawdy o swoim pochodzeniu genetycznym, funkcjonuje od lat. Wiemy także, że na świecie istnieje obecnie kilkanaście organizacji zrzeszających dorosłe dzieci urodzone dzięki dawstwu gamet lub zarodków, które głośno mówią o swoich prawach do poznania własnej tożsamości i rodzeństwa przyrodniego. Rozumiesz to stanowisko? Co o nim sądzisz?[/size]
W moim przypadku fakt skorzystania z pomocy dawcy jest tajemnicą dla dalszego otoczenia. Nie znam dawcy i wcale nie chcę poznać osobiście, taka wiedza nie jest mi do niczego potrzebna. Być może komuś zależy na jawności takich informacji, ale ja do tej grupy nie należę. Nie znam osobiście dorosłych dzieci świadomych urodzenia dzięki dawstwu i nie mam pojęcia jak może reagować taki człowiek ale myślę, że nam, Polakom, brakuje jeszcze jakieś 100 lat do rozwoju cywilizacyjnego na takim poziomie żeby to było całkiem normalne i bez wytykania palcami ze jest inny albo świeci na zielono.
[size=13]Jaki model sama wybrałaś w swoim rodzicielstwie? Czy Twoje dziecko wie, iż nie dzieli ze swoim rodzicem tego samego dziedzictwa genetycznego?[/size]
Nie, moje dziecko tego nie wie. Wie natomiast, że lekarz pomagał mamie, żeby mogło się urodzić. Nie obawiam się, że dziecko dowie się, że urodziło się dzięki dawstwu, ponieważ aż tak jawne to to nie jest. Myślę że zniszczyłoby to jego świat, wrażenia tego typu nie są nikomu potrzebne do szczęścia.
[size=13]Psycholodzy badający od trzydziestu lat relacje w rodzinach utworzonych dzięki dawstwu podają, że w ponad połowie przypadków dzieci jednak dowiadują się, że nie są spokrewnione ze swoimi rodzicami, mimo iż sami rodzice deklarują zachowanie sekretu. Największe ryzyko ujawnienia prawdy występuje wówczas, jeśli o dawstwie wie ktoś więcej poza samymi rodzicami, włączając w to dziadków i społeczności internetowe. No i w końcu coraz prężniej rozwijają się banki DNA, dzięki którym każdy z nas może poznać prawdę o swoich korzeniach. Jest to jeden ze sposobów, z których korzystają dorosłe dzieci urodzone dzięki dawstwu, aby odkryć swoje powiązania rodzinne, poznać dawców i rodzeństwo przyrodnie. Nie obawiasz się, że tajemnica może nie być szczelna?[/size]
Co do jawności i banku informacji DNA to sądzę, że w naszym kochanym kraju jeszcze sto lat minie zanim dostęp do takiej wiedzy i świadomość na temat dawstwa będzie na poziomie Stanów Zjednoczonych. Nie obawiam się, że tajemnica czy raczej brak skonkretyzowania biologicznych rodziców będzie stanowił dla mnie i mojego syna jakiś problem. Mam nadzieję, że gdy już będzie dorosły sam sobie wyrobi pogląd na różne sprawy i mam również nadzieję, że ten jeden problem nie będzie go dotyczył. Gdyby jednak, odpukać, stało się inaczej to wspólnie damy radę, bardzo w to wierzę.
[i](przypisek Naszego Bociana: w lipcu 2011 roku we Wrocławiu powstał pierwszy polski bank DNA)[/i]
[size=13]Jakie znaczenie dla Ciebie samej ma własne dziedzictwo genetyczne? Czy to dla Ciebie ważne, że jesteś córką np. Krystyny i Zbigniewa, wnuczką Włodzimierza i Haliny, czy też wiedza o tym nie miała wpływu na budowanie Twojej własnej tożsamości?[/size]
Dziedzictwo genetyczne nie ma dla mnie większego znaczenia... Nigdy aż tak tego nie rozgryzałam.
[size=13]Cofnijmy się teraz do okresu ciąży- jak ją przeżywałaś? Co poczułaś, kiedy pierwszy raz wzięłaś syna na ręce?[/size]
To najpiękniejszy moment w życiu!!! Kiedy zobaczyłam mojego syna był jak każde dziecko śliczny, no i mój, wygłaskany w brzuchu i niesamowicie oczekiwany.
[size=13]Dlaczego zdecydowałaś się na wzięcie udziału w konferencji i opowiedzenie o swoim doświadczeniu?[/size]
Od wielu lat walczę ze stereotypami dotyczącymi leczenia niepłodności i zależy mi na tym, aby robić to dalej pomagając innym w oswojeniu ich problemu.
[size=13]Czy Twoja decyzja była decyzją trzymaną w sekrecie przed otoczeniem czy też więcej osób wiedziało o tym, że zdecydowałaś się na przyjęcie gamety od dawcy/dawczyni? Jak sądzisz, czy dawstwo i biorstwo są tematami, które należy poruszać w debacie publicznej i kierować na nie zainteresowanie polityków i mediów?[/size]
O tym, że zdecydowałam się na skorzystanie z dawcy wiedzą najbliżsi przyjaciele i rodzina. Reszta wie, że dziecko zostało poczęte metodą in vitro.
Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć kobietom, które stoją w obliczu decyzji o przyjęciu komórki dawczyni/nasienia dawcy, rozważają ten wybór, mają obawy, czy odnajdą się w roli matki niespokrewnionego z nimi genetycznie dziecka?
Obawa o to, że matka nie odnajdzie się w roli matki własnego dziecka, jest fikcją. Znam tysiące osób korzystających z różnych form dawstwa i nikomu nie przyszło do głowy pomyśleć, że to nie jest jego dziecko. Takie obawy znikają w momencie kiedy czuje się to dziecko noszone pod sercem.
[size=13]Czy jest coś, co chciałabyś przekazać kobietom rozważającym oddanie części swoich komórek jajowych biorczyniom?[/size]
Kobietom które stoją w obliczu decyzji należy powiedzieć prawdę i pozostawić decyzję im samym. Poglądów jest tyle, ile kobiet na świecie. Nie należy nikogo na siłę namawiać, ale powiedzieć, że istnieje taka możliwość. Że dzięki temu, że ktoś był tak dobry i podzielił się swoimi komórkami, my możemy posiadać własne szczęście, gdy zawiodły już wszystkie inne metody. Sama byłam za każdym razem dawczynią komórek i nie mam pojęcia, czy z nich powstało nowe życie, ale być może komuś przyniosłam chwile tak cudownego szczęścia jakie ja posiadam.
[size=13]Czy chciałabyś powiedzieć coś polskim lekarzom zajmującym się bankowaniem gamet i opieką nad dawczyniami oraz biorczyniami komórek, nasienia oraz zarodków? Jak oceniasz polską sytuację dawstwa?[/size]
Lekarzom należy podziękować i prosić o to aby nie zaprzestawali dzielnej walki. Dzięki nim mamy to, o co tak zaciekle walczymy. To jest temat morze na osobny wywiad.
[size=13]Czy jest coś, co chciałabyś przekazać dawczyni/dawcy, dzięki której pomocy urodziło się Twoje dziecko?[/size]
Wszystkim dawcom przekazuję swoją ogromną wdzięczność, jak i przeogromne podziękowania. Dzięki Wam jestem, żyję i czuję się szczęśliwa oraz spełniona.