Autor:

Stowarzyszenie Nasz Bocian

Data publikacji:

18.03.2026

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Sąd zezwolił na transfer zamrożonego zarodka mimo sprzeciwu byłego męża

Sprostowanie (kwiecień 2026)

W pierwotnej wersji tego artykułu znalazły się błędne informacje dotyczące przebiegu postępowania sądowego w sprawie radomskiej. Podaliśmy, że apelacja byłego męża została oddalona i że sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, co nie jest prawdą w odniesieniu do opisywanej sprawy.

Przebieg wydarzeń jest następujący: Sąd Rejonowy w Radomiu zezwolił na transfer zarodka. Pełnomocnik mężczyzny wniosła apelację. Sąd Okręgowy w Radomiu zmienił postanowienie i oddalił wniosek kobiety. Orzeczenie jest prawomocne. Żadna kasacja do Sądu Najwyższego nie została wniesiona przez byłą żonę.

Odrębna, podobna sprawa (sygn. II CSK P 348/23), dotycząca innej pary małżeńskiej w trakcie rozwodu, rzeczywiście trafiła do Sądu Najwyższego, ale jest to osobne postępowanie. Przepraszamy za pomyłkę i dziękujemy adw. Ewelinie Leszczyńskiej-Nowak za jej wskazanie.

transfer zarodka bez zgody
Spis treści

Co się wydarzyło w Radomiu

W sierpniu 2024 roku Sąd Rejonowy w Radomiu zezwolił kobiecie na transfer zamrożonego zarodka mimo sprzeciwu byłego męża. Para leczyła się wcześniej z niepłodności metodą in vitro: urodziła się córka, w klinice pozostał jeden zamrożony zarodek. Po rozwodzie mężczyzna cofnął zgodę na jego przeniesienie, mimo że wcześniej, w ugodzie rozwodowej, przyznał byłej żonie prawo do decydowania o losie zarodka. Zaproponował utylizację albo oddanie do adopcji. Polskie prawo nie przewiduje utylizacji zdolnych do rozwoju zarodków, adopcja zaś oznaczała, że zarodek z ich materiałem genetycznym trafi do obcej pary.

Kobieta poszła do sądu. Oparła się na art. 21 ust. 2 ustawy o leczeniu niepłodności z 2015 roku, który wprost mówi, że jeśli mąż lub dawca komórek rozrodczych nie wyraża zgody na przeniesienie zarodka, sąd opiekuńczy może wydać zgodę zastępczą. Pomocy prawnej udzielił jej Instytut Ordo Iuris. Sąd Rejonowy przyznał jej rację.

Mężczyzna złożył apelację. I wygrał. Sąd Okręgowy w Radomiu zmienił rozstrzygnięcie i oddalił wniosek o implantację zarodka. Sąd uznał, że w momencie orzekania kobieta nie pozostawała ani w związku małżeńskim, ani konkubenckim, co wyklucza zastosowanie przepisów regulujących medycznie wspomaganą prokreację. Biegli psycholodzy stwierdzili ponadto, że dziecko urodzone w wyniku tej procedury mogłoby od początku funkcjonować w warunkach konfliktu rodzicielskiego, co dotknęłoby też starsze dziecko z małżeństwa.

Orzeczenie jest prawomocne. Kasacja nie przysługuje.


Sprawa, która rzeczywiście jest w Sądzie Najwyższym

Równolegle toczy się inna sprawa. Chodzi o małżonków będących jeszcze w trakcie rozwodu (nie po jego uprawomocnieniu). Sąd pierwszej instancji zezwolił na przeniesienie zarodka, apelacja mężczyzny została oddalona, a on wniósł skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego (sygn. II CSK P 348/23).

SN poprosił o stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. RPO nie rozstrzygnął spornych kwestii jednoznacznie, ale nakreślił ramy: godność i ochrona prawna zarodka po jednej stronie, autonomia prokreacyjna obojga rodziców po drugiej. Uznał przepis za zgodny z Konstytucją. Zwrócił też uwagę, że sam konflikt między parą nie musi automatycznie uzasadniać odmowy transferu, bo to do istoty tych spraw należy, że strony są w sporze. Wskazał jednak na asymetrię w ustawie: kobiety nie można zmusić do implantacji, natomiast sprzeciw mężczyzny sąd może przełamać.

Orzeczenie SN nie zapadło. Gdy padnie, będzie miało znaczenie wykraczające daleko poza jedną rodzinę.


Pytania, które ta sprawa otworzyła

Wyrok Sądu Okręgowego w Radomiu zamknął jedną konkretną sprawę. Nie zamknął żadnego z pytań, które ona postawiła. Podobnych postępowań będzie więcej. Ustawa o leczeniu niepłodności weszła w życie w 2015 roku i właśnie teraz zaczynają się rozpadać pierwsze małżeństwa, które zdążyły zamrozić zarodki tuż po jej wejściu w życie.

Czy zarodek to dziecko? Ordo Iuris i część prawników, powołując się na orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, traktuje zarodek jako poczęte życie ludzkie. Inni prawnicy kwestionują jego podmiotowość prawną. Ustawa przyjmuje stanowisko pośrednie: zakazuje niszczenia zdolnych do prawidłowego rozwoju zarodków, ale nie rozstrzyga wprost o podmiotowości. Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza z 2020 roku ujęło to tak: ustawodawca traktuje zarodek jako poczęte życie, które nie może być niszczone. I właśnie ten zakaz ogranicza możliwości obu stron, nie tylko ojca.

Czy zgodę można cofnąć? Polska ustawa pozwala dawcy wycofać zgodę na zastosowanie pobranych komórek rozrodczych, ale wyłącznie do momentu powstania zarodka. Mężczyźni w opisywanych sprawach nie kwestionowali pierwotnej zgody na in vitro, a sprzeciwiali się transferowi już istniejącego zarodka, po rozpadzie związku. To różnica, którą sądy muszą gdzieś umieścić. Radomski Sąd Okręgowy umieścił ją po stronie mężczyzny. SN jeszcze nie zdecydował.

Konsekwencje finansowe, o których mówi się rzadko Adwokat Iwo Klisz zwraca uwagę, że gdy sąd zastępuje zgodę mężczyzny na transfer, mężczyzna staje się pełnoprawnym ojcem. Bez wyjątków. Prawo nie zna tu statusu „dawcy, który się nie zgodził". Oznacza to wieloletni obowiązek alimentacyjny na dziecko, którego po rozwodzie wyraźnie nie chciał. Sądy nie mają narzędzi, by go z tego obowiązku zwolnić.

Dobro dziecka, rozumiane jak? Jakub Chabik ze Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn pyta wprost: czy matka, decydując się na wykorzystanie zarodka wbrew woli ojca, na pewno kieruje się dobrem dziecka? Dobro dziecka to nie tylko prawo do życia, ale też prawo do wychowania w rodzinie, w której nie ma konfliktu od pierwszego dnia. Sąd Okręgowy w Radomiu przyjął tę logikę. Biegli potwierdzili ją opinią.


Ten sam argument, dwa obozy

To, co uderza w debacie publicznej wokół tej sprawy, to symetria argumentów i asymetria empatii.

Środowiska feministyczne wskazują na paradoks: przez dekady kobiety w Polsce mogły rodzić dzieci wbrew swojej woli, bo prawo im tego zabraniało. Kiedy okazuje się, że mężczyzna może zostać ojcem wbrew swojej woli, nagle pojawia się język autonomii i wolności. Ten sam, który wcześniej nie dotyczył kobiet.

Środowiska ojcowskie odpowiadają: inne kraje uniemożliwiają takie niechciane ojcostwo. W Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji zgoda na użycie zarodka może być cofnięta do momentu transferu i brak zgody dawcy blokuje procedurę. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Evans przeciwko Wielkiej Brytanii uznał, że prawo mężczyzny do wycofania zgody nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Polska wybrała inne rozwiązanie i teraz musi sobie z tym poradzić.

Chciałabym po swoim rozwodzie też móc wykorzystać zarodki, które mam. In vitro jest zdecydowanie większym obciążeniem dla kobiety. To kobieta bierze leki, to kobieta ma wszystkie zabiegi.

— jedna z komentatorek

Nikt, ani kobieta, ani mężczyzna, nie powinien być zmuszany do rodzicielstwa.

— inna komentatorka

Obie mają rację. I obie mają rację jednocześnie. To jest właśnie problem.


Co się dzieje z zarodkami po 20 latach

Ustawa przewiduje, że zarodki po upływie okresu przechowywania określonego w umowie, nie dłuższego niż 20 lat, są przekazywane do anonimowego dawstwa, bez zgody dawców. Dla zarodków wytworzonych przed 1 listopada 2015 roku przepisy przejściowe wskazują datę graniczną: 1 listopada 2035 roku. Pary, które zamroziły zarodki przed wejściem ustawy w życie, nie mogły tego przewidzieć, bo ustawa jeszcze nie istniała.

To osobny problem, który dopiero zaczyna docierać do świadomości.


Co dalej

Sąd Najwyższy nie wydał jeszcze orzeczenia w sprawie II CSK P 348/23. Adwokat Klisz ocenia, że gdy je wyda, nie tylko zamknie tę konkretną sprawę, ale wyznacza ścieżkę dla wszystkich sądów powszechnych w Polsce. A ze względu na kilkadziesiąt tysięcy zamrożonych zarodków przechowywanych w polskich klinikach, tych spraw będzie przybywać.

Jest jeszcze jeden problem, o którym mówi adwokat Monika Wiśniewska: kliniki mają obowiązek informować partnerów, co dzieje się z zarodkami w razie rozstania lub rozwodu. W praktyce te informacje często nie docierają w pełni, a obie strony odkrywają swoje prawa dopiero wtedy, gdy związek już się skończył, a zarodek nadal czeka w ciekłym azocie.

Sprawa w Sądzie Najwyższym jest w toku. Wyroku nie ma.

Artykuł zaktualizowany w kwietniu 2026 roku w związku ze sprostowaniem dotyczącym przebiegu postępowania przed Sądem Okręgowym w Radomiu.

Źródła materiałów: