Autor:

admin

Data publikacji:

18.03.2026

zaloguj się, żeby móc oceniać artykuły

Sąd zezwolił na transfer zamrożonego zarodka mimo sprzeciwu byłego męża

transfer zarodka bez zgody

Sąd Rejonowy w Radomiu wydał w sierpniu 2024 roku postanowienie, które wywołało szeroką debatę prawną i etyczną: zezwolił na transfer zamrożonego zarodka - mimo że jej były mąż wyraźnie się temu sprzeciwił. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który jeszcze nie wydał orzeczenia. Dla wielu par w podobnej sytuacji  ta sprawa może mieć bardzo realne konsekwencje.

Co się wydarzyło w Radomiu - fakty

Małżeństwo leczyło się z niepłodności metodą in vitro. Urodziła się dziewczynka. Niestety po jej narodzinach związek się rozpadł. W klinice pozostał jeden zamrożony zarodek.

W ugodzie rozwodowej mąż początkowo przyznał żonie prawo do decydowania o losie tego zarodka — pod warunkiem, że przejmie ona koszty utrzymania dziecka. Gdy wyrok rozwodowy się uprawomocnił, wycofał zgodę. Zaproponował wyłącznie utylizację zarodka (polskie prawo nie przewiduje takiej możliwości) albo przekazanie go do adopcji.

Kobieta złożyła wniosek do sądu. Oparła się na konkretnym przepisie: art. 21 ust. 2 ustawy o leczeniu niepłodności z 2015 roku, który wprost mówi, że jeśli mąż lub dawca komórek rozrodczych nie wyraża zgody na przeniesienie zarodka, sąd opiekuńczy może wydać zgodę zastępczą. Sąd Rejonowy w Radomiu taką zgodę wydał. Mężczyzna złożył apelację - oddalono ją. Kasacja czeka teraz na rozpoznanie przez Sąd Najwyższy (sygn. II CSK P 348/23).

Pomocy prawnej kobiecie udzielił Instytut Ordo Iuris - organizacja, która publicznie krytykuje in vitro jako metodę nieetyczną. Adwokat Paweł Szafraniec wyjaśnił to tak: „W tym przypadku mieliśmy do czynienia z już rozpoczętą procedurą, gdzie zamrożone w ciekłym azocie dziecko czekało na szansę urodzenia się."

Cztery osie sporu

Czy zarodek to dziecko?

Ordo Iuris i część prawników - powołując się na orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego - traktuje zarodek jako „dziecko poczęte" z prawem do życia. Mężczyzna i inni prawnicy kwestionują jego podmiotowość prawną.

Rzecznik Praw Obywatelskich, zapytany przez Sąd Najwyższy o stanowisko, nie rozstrzygnął tej kwestii wprost. Wskazał jednak na „godność i prawną ochronę życia przysługującą zarodkowi" jako wartości, które trzeba uwzględnić. Ustawa zakazuje niszczenia zdolnych do prawidłowego rozwoju zarodków. Wcześniejsze postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza z 2020 roku wskazywało: „ustawodawca traktuje zarodek jako poczęte życie ludzkie, które podlega szczególnej ochronie i nie może być niszczone".

Czy zgodę można cofnąć?

Polska ustawa pozwala dawcy wycofać zgodę na zastosowanie pobranych komórek rozrodczych - ale tylko do momentu powstania zarodka. Mężczyzna nie kwestionował pierwotnej zgody na in vitro. Sprzeciwiał się transferowi już istniejącego zarodka po rozwodzie.

RPO uznał sporny przepis za zgodny z Konstytucją i stwierdził, że różne traktowanie kobiety i mężczyzny w tej kwestii jest dopuszczalne - bo to kobieta musi poddać się transferowi, co narusza jej integralność cielesną. Zauważył też, że sam konflikt między parą nie musi automatycznie uzasadniać odmowy wydania zezwolenia.

RPO wskazał jednocześnie na asymetrię przepisów: ustawa nie przewiduje analogicznej regulacji dla sytuacji, gdy to kobietanie wyraża zgody na transfer.

Konsekwencje dla mężczyzny: pełne ojcostwo bez wyjścia

Adwokat Iwo Klisz zwraca uwagę na konsekwencje, o których rzadko się mówi: „Dla mężczyzny orzeczenie sądu zastępujące jego zgodę rodzi potężne i nieodwracalne skutki. Prawo nie zna tu statusu „anonimowego dawcy". Oznacza to wieloletni obowiązek alimentacyjny na dziecko, którego po rozwodzie wyraźnie nie planował.

Mężczyzna w sprawie radomskiej argumentował: rozpad związku, brak możliwości wychowania dziecka w pełnej rodzinie, trudna sytuacja kontaktów z nowym dzieckiem przy jednoczesnych kontaktach z pozostałymi dziećmi.

Jakub Chabik ze Stowarzyszenia na rzecz Chłopców i Mężczyzn zwraca uwagę na szerszy kontekst: „Inne kraje uniemożliwiają takie niechciane ojcostwo, a sprzeciw ojca jest ostateczny i skuteczny. W Polsce tak nie było, co niesie implikacje o ogromnych konsekwencjach finansowych i prawnych." I dodaje: „Czy matka, decydując się na wykorzystanie zarodka wbrew woli ojca, na pewno kierowała się dobrem dziecka? Dobro dziecka to urodzić się i żyć w kochającej się, pełnej rodzinie."

Głos środowisk feministycznych: ten sam argument, odwrócony

Profil „Legalna Aborcja" opublikował komentarz, który szybko stał się częścią debaty: „Od ponad 30 lat państwo zmusza kobiety do rodzenia dzieci wbrew ich woli”. Kiedy jednak okazuje się, że to mężczyzna może zostać rodzicem wbrew swojej woli, nagle pojawia się wielkie odkrycie: że przymus rodzicielstwa to naruszenie wolności, autonomii i prawa do decydowania o własnym życiu."

W dyskusji publicznej zderzały się skrajnie różne głosy. Jedna z komentatorek pisała: „Decyzja sądu jest słuszna. Z tym, że ojciec - jeśli tego nie chce - nie powinien być zmuszany do ojcostwa, a w tym wypadku nie powinien być też zmuszany do alimentów. Chciałabym po swoim rozwodzie też móc wykorzystać zarodki, które mam. Dlaczego? Bo in vitro jest zdecydowanie większym obciążeniem dla kobiety. To kobieta bierze leki, to kobieta ma wszystkie zabiegi. Jej się po prostu te zarodki należą." Kolejna osoba zajęła inne stanowisko: „Uważam, że nikt, ani kobieta, ani mężczyzna, nie mogą być zmuszani do rodzicielstwa."

Co to oznacza w praktyce dla par korzystających z in vitro

W polskich klinikach oboje partnerów podpisuje zgody przed procedurą. Gdy oboje dostarczają własne komórki rozrodcze, zarodek powstaje z materiału genetycznego obojga. Zgodę na zastosowanie komórek można cofnąć - ale tylko do momentu powstania zarodka. Po tym momencie mechanizm cofnięcia działa inaczej. I właśnie tu leży sedno sprawy  .

Adwokat Monika Wiśniewska wskazuje na lukę informacyjną: kliniki mają obowiązek informować o tym, co dzieje się z zarodkami w razie rozwodu, ale w praktyce informacje te często nie są przekazywane w pełni transparentny sposób.

Podrobiony podpis i pozew przeciwko klinice

Mec. Wiśniewska opisuje inną sprawę - mężczyzna, który rozstał się z partnerką, dowiedział się wiele miesięcy później, że będzie miał dziecko. Kobieta po rozstaniu podeszła do transferu zarodka bez jego faktycznej zgody. Według ustaleń prawniczki podpis mężczyzny na dokumencie prawdopodobnie podrobiono. Mężczyzna planuje pozwać klinikę. Sprawa karna i rodzinna są w toku.

Co się dzieje z zarodkami po 20 latach

Ustawa o leczeniu niepłodności przewiduje, że zarodki powstałe podczas procedury in vitro po upływie określonego w umowie terminu na przechowywanie zarodków, nie dłuższego jednak niż 20 lat, są przekazywane do dawstwa zarodka. Dawstwo zarodków jest wyłącznie anonimowe i w takim przypadku odbywa się bez zgody dawców.

Dla zarodków wytworzonych przed 1 listopada 2015 roku przepisy przejściowe wskazują konkretną datę graniczną: 1 listopada 2035 roku. Pary, które zamroziły zarodki przed wejściem ustawy w życie, nie mogły tego przewidzieć.

Czego jeszcze nie wiemy

Sąd Najwyższy nie wydał jeszcze orzeczenia - wszystkie komentarze o jego skutkach mają charakter spekulatywny. Nie wiadomo też, czy transfer faktycznie przeprowadzono po wyroku Sądu Rejonowego, czy postępowanie kasacyjne wstrzymało jego wykonanie.

Adwokat Klisz ocenia: „Oczekiwane orzeczenie Sądu Najwyższego nie tylko zamknie tę konkretną sprawę, ale wytyczy ścieżkę orzeczniczą dla wszystkich sądów powszechnych w Polsce. A ze względu na tysiące zamrożonych zarodków w polskich klinikach, spraw o ustalenie ich losu po rozwodzie będzie z każdym rokiem przybywać."

Klisz wskazuje też na kontekst, który wiele wyjaśnia: ustawa o leczeniu niepłodności weszła w życie w 2015 roku i statystycznie właśnie teraz zaczynają się rozpadać małżeństwa, które krótko po jej wejściu w życie zdecydowały się zamrozić zarodki.

W większości zachodnich systemów prawnych - w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji - zgoda na użycie zarodków może być cofnięta do momentu transferu i brak zgody dawcy blokuje procedurę. Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Evans przeciwko Wielkiej Brytanii uznał, że prawo mężczyzny do wycofania zgody nie narusza Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Polska wybrała inne rozwiązanie.

Sprawa jest w toku. Sąd Najwyższy ma ostatnie słowo - przynajmniej na razie.

 

Źródła materiałów: